Każdego dnia zapewne wydawało jej się, że naprawi wszystko jutro.

Dziesięć takich „jutro” wystarczyło, żeby chore dziecko musiało samo szukać szpitala.

*

Następnego ranka policja odnalazła Marka.

Nie został zatrzymany w dramatycznych okolicznościach. Nie próbował uciekać. Był w swoim mieszkaniu i początkowo twierdził, że cała sytuacja jest nieporozumieniem biznesowym.

Nie znałam szczegółów postępowania i nie chciałam ich znać.

Dla nas ważniejsza była wiadomość dotycząca domu Tomasza.

Zielony notes znaleziono.

Nie w gabinecie.

Leżał za szafką w przedpokoju.

Najwyraźniej ktoś go upuścił albo ukrył w pośpiechu.

Zawartość potwierdziła, że Tomasz zauważył nie tylko przelew wykonany przez Karolinę.

Były jeszcze trzy operacje.

Karolina ich nie wykonała.

Pierwsza nastąpiła przed jej problemami finansowymi.

Druga kilka tygodni później.

Trzecia krótko przed tym, jak Tomasz odkrył brak pieniędzy.

Śledztwo miało ustalić, kto za nie odpowiadał.

Ale jeden fakt był już oczywisty.

Karolina wzięła pieniądze bez zgody brata, a potem próbowała ukryć to przed nim.

Marek wykorzystał jej strach.

Kiedy powiedziała mu o koncie, o sporze z Tomaszem i o notesie, otrzymał informacje, których wcześniej nie powinien posiadać.

Każde kolejne kłamstwo Karoliny dawało mu większą przewagę.

Najbardziej gorzka część tej historii polegała na tym, że prawda mogła wyjść na jaw znacznie wcześniej, gdyby Karolina po prostu zadzwoniła do brata i powiedziała:

*Popełniłam błąd.*

Zamiast tego próbowała go naprawić kolejnymi błędami.

*

Tomasz otrzymał zgodę na wcześniejszy powrót.

Przyjechał dwa dni później.

Byłam na korytarzu, kiedy zobaczyłam mężczyznę w granatowym mundurze idącego w stronę oddziału.

Nie biegł.

Ale szedł tak szybko, że niemal potrącił wózek z pościelą.

Zatrzymał się przed drzwiami sali.

Przez szybę zobaczył Zosię.

Dziewczynka siedziała na łóżku, kolorując coś przy stoliku.

Tomasz oparł dłoń o framugę.

Nie wszedł od razu.

To trwało może trzy sekundy.

Dla mnie wyglądało jak cała wieczność.

Potem otworzył drzwi.

Zosia podniosła głowę.

Kredka wypadła jej z dłoni.

— Tato!

Zeskoczyłaby z łóżka, gdybym jej nie zatrzymała.

Tomasz podszedł i objął ją.

Nie powiedział nic.

Zosia mówiła za nich oboje.

— Przepraszam, że zgubiłam jeden autobus. I kamyk. I chyba twój kubek został w domu nieumyty. I pani Helena jest w szpitalu, ale już lepiej. I Barnaba był ze mną cały czas.

Tomasz śmiał się i płakał jednocześnie.

— Kubek przeżyję.

— Nie jesteś zły?

Odsunął się i spojrzał córce w oczy.

— Jestem zły na wiele rzeczy. Na ciebie nie.

Zosia wtuliła się w niego ponownie.

Stałam przy drzwiach.

Wtedy Tomasz spojrzał na mnie.

— Pani Anna?

Skinęłam głową.

Podszedł.

— Dziękuję.

— Zosia sama do nas dotarła. To ona wykonała najtrudniejszą część.

Spojrzał na córkę.

— Wiem.

Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie znalazł słów.

Nie potrzebował.

*

Spotkanie Tomasza z Karoliną odbyło się później.

Nie zamierzałam przy nim być.

Karolina jednak poprosiła Joannę, żeby ktoś z personelu pozostał w pobliżu. Tomasz również się zgodził.

Rozmawiali w małym pokoju konsultacyjnym.

Nie było krzyku.

To właśnie cisza między nimi była najtrudniejsza.

Tomasz usiadł naprzeciwko siostry.

Karolina nie podniosła wzroku.

— Dziesięć dni — powiedział.

Tylko tyle.

Karolina zaczęła płakać.

— Wiem.

— Nie. Nie wiesz.

— Tomasz…

— Moja córka była sama przez dziesięć dni.

— Wiem.

— Miała gorączkę.

— Wiem.

— Pisała do ciebie.

Karolina zasłoniła usta dłonią.

— Wiem.

— I powiedziałaś mi, że wszystko jest dobrze.

To było sedno.

Nie pieniądze.

Nie Marek.

Nie notes.

Kłamstwo dotyczące Zosi.

Karolina mogła przyznać się do długu. Mogła powiedzieć, że zawiodła. Mogła poprosić kogokolwiek o pomoc.

Zamiast tego, gdy Tomasz zapytał podczas krótkiej rozmowy z morza, czy jego córka jest bezpieczna, odpowiedziała:

*Tak. Wszystko jest w porządku.*

— Dlaczego? — zapytał.

Karolina długo nie odpowiadała.

— Bałam się, że wrócisz.

Tomasz spojrzał na nią, jakby nie rozumiał.

— Oczywiście, że bym wrócił.

— Właśnie dlatego.

Bała się, że jeśli Tomasz wróci, odkryje brak pieniędzy, spotka Marka, zobaczy dokumenty i dowie się wszystkiego.

— Czyli chciałaś zatrzymać mnie na morzu.

— Chciałam dostać dwa dni.

— Dostałaś dziesięć.

Karolina rozpłakała się jeszcze bardziej.

— Każdego ranka mówiłam sobie, że dzisiaj to zakończę.

— A wieczorem?

— Że jutro.

Tomasz odsunął krzesło.

— Zosia mogła…

Urwał.

Nie dokończył zdania.

Nie musiał.

Karolina po raz pierwszy spojrzała mu prosto w oczy.

— Wiem.

— Przestań to mówić.

Cisza.

— Nie wiesz, jak to jest być setki kilometrów od domu i dowiedzieć się, że osoba, której zaufałeś, okłamywała cię o twoim dziecku.

Karolina skinęła głową.

— Nie wiem.

Tym razem odpowiedziała właściwie.

*

Nie doszło do wielkiego pojednania.

I dobrze.

Niektóre historie kłamią, kiedy próbują zakończyć wszystko jednym uściskiem.

Tomasz nie przebaczył siostrze tego dnia.

Nie powiedział też, że nigdy jej nie przebaczy.

Powiedział coś trudniejszego.

— Teraz muszę zająć się Zosią. Reszta będzie miała swoje konsekwencje.

Karolina zaakceptowała to.

Przekazała dokumenty dotyczące zakładu, rachunków i Marka. Zgodziła się współpracować ze wszystkimi osobami wyjaśniającymi sprawę. Jej dostęp do rodzinnych finansów został cofnięty.

Sprawy dotyczące pieniędzy miały zostać rozstrzygnięte osobno.