Pod listem znajdował się podpis ojca.
Dłonie mi drżały.
Andrzej otworzył jedną z teczek.
— Ewo.
Pierwszy raz zwrócił się do mnie po imieniu.
— To są oryginały.
Były tam pełnomocnictwa, umowy sprzedaży, odpisy ksiąg wieczystych.
A także kopie przelewów.
Nazwisko Heleny pojawiało się wielokrotnie.
Marek miał wtedy dwadzieścia siedem lat.
Ja dwadzieścia trzy.
Pobraliśmy się niespełna rok później.
Zrozumienie przyszło powoli i brutalnie.
— Ożenił się ze mną przez majątek?
Andrzej nie odpowiedział.
Nie musiał.
*
O dziesiątej zadzwoniła Zosia.
— Mamo, tata jest w domu. Wściekły. Szuka dokumentów.
— Gdzie jesteś?
— Z Jakubem.
— Nie jedź do niego.
— Nie zamierzam. Babcia tam jest.
Zamknęłam oczy.
— Helena?
— Tata zabrał ją z hotelu.
Spojrzałam na Andrzeja.
— Muszę tam jechać.
— Nie sama.
Do domu dotarliśmy przed jedenastą.
Brama była otwarta.
Drzwi również.
W gabinecie Marka panował chaos.
Szuflady wysunięte.
Dokumenty na podłodze.
Helena siedziała w salonie.
Marek stał przed nią.
— Gdzie jest klucz?!
Odwrócił się, gdy weszłam.
Zobaczył Andrzeja.
Potem kasetę w jego rękach.
Cała złość zniknęła z jego twarzy.
— Ewa.
— Czy dlatego się ze mną ożeniłeś?
Helena zamknęła oczy.
Marek patrzył na mnie.
— Nie.
— Wiedziałeś, że majątek mojego ojca został przejęty?
— Nie tak, jak myślisz.
— To zdanie słyszę od wczoraj.
Położyłam list na stole.
— Przeczytaj.
Nie chciał.
— Znam ten list.
To było gorsze niż wszystko.
— Znasz?
Helena zaczęła płakać.
— Marek…
— Mamo, zamknij się.
Spojrzałam na niego.
— Od kiedy?
— Ojciec wysłał mi kopię wiele lat temu.
— Mój ojciec?
Skinął głową.
— Chciał pieniędzy.
— Chciał odzyskać to, co mu zabraliście.
— Nie rozumiesz sytuacji z tamtych czasów.
— Więc mi ją wyjaśnij.
Usiadł.
Nagle wyglądał na starszego.
— Mój ojciec prowadził firmę budowlaną. Był zadłużony. Twój ojciec miał grunty, ale brakowało mu kapitału, żeby je rozwijać. Weszli razem w kilka projektów.
— I?
— Mój ojciec zaczął przegrywać pieniądze.
Helena odwróciła głowę.
— Hazard?
Marek przytaknął.
— Byli winni ogromne kwoty. Ludzie, którym nie powinno się być nic winnym. Ojciec zaczął przepisywać aktywa. Twoje grunty były częścią zabezpieczenia.
— Bez zgody mojego ojca.
— Tak.
— A po wypadku upozorowaliście jego śmierć?
— Ja nie.
— Miałeś dwadzieścia siedem lat!
— Dowiedziałem się po wszystkim.
Helena odezwała się.
— To ja pomogłam.
Spojrzałam na nią.
Kobieta, którą przez trzy dekady kąpałam, karmiłam i woziłam po lekarzach, patrzyła teraz na mnie jak ktoś, kto wreszcie przestał mieć dokąd uciekać.
— Twój ojciec zadzwonił do mnie ze szpitala — powiedziała. — Powiedział, że wie o dokumentach. Bałam się, że mój mąż pójdzie do więzienia. Bałam się też ludzi, którym był winien pieniądze.
— Więc powiedziałaś mi, że ojciec umarł.
Płakała.
— Tak.
— Stałaś obok mnie na pogrzebie.
— Wiem.
— Pozwoliłaś mi całować zamkniętą trumnę.
— Wiem.
Mój głos zaczął drżeć.
— A potem przez trzydzieści lat mówiłaś mi, że jestem niewystarczająca.
Helena zasłoniła twarz.
— Bo kiedy na ciebie patrzyłam, widziałam wszystko, co zrobiłam.
To zdanie nie wzbudziło we mnie współczucia.
Przeciwnie.
— Więc karałaś mnie za własne poczucie winy.
Nie odpowiedziała.
Marek podniósł się.
— Dosyć. To przeszłość. Mój ojciec nie żyje, twój ojciec nie żyje. Firma zatrudnia obecnie osiemset osób. Nie możemy rozwalić wszystkiego przez błędy sprzed trzydziestu lat.
— A mój podpis sprzed trzech tygodni?
Cisza.
— To również przeszłość?
— Projekt w Gdyni uratuje firmę.
— Przed czym?
Marek spojrzał na Andrzeja.
— Nie jego sprawa.
— Moja grupa miała wyłożyć prawie połowę kapitału — odpowiedział Andrzej. — Jest to moja sprawa.
— Firma ma przejściowe problemy płynnościowe.
— Jak duże?
— Poradzę sobie.
— Jak duże?
Marek milczał.
Andrzej wyjął telefon.
— Siedemdziesiąt cztery miliony?
Twarz Marka stężała.
— Skąd…
— Audyt.
— Nie mieliście prawa.
— Mieliśmy. Chciał pan od nas sto dwadzieścia milionów.
Spojrzałam na męża.
— Firma jest zadłużona na siedemdziesiąt cztery miliony?
— To zobowiązania inwestycyjne.
— I dlatego zastawiłeś mój dom.
— Dom ma wartość dwanaście milionów. To tylko zabezpieczenie pomostowe.
„Tylko”.
Moje życie.
Miejsce, w którym wychowałam córkę.
Dom odziedziczony po ciotce.
„Tylko zabezpieczenie”.
— A przelewy dla Moniki?
Marek spojrzał na mnie.
— Premie.
— Trzysta tysięcy? Dwieście osiemdziesiąt? Sto dziewięćdziesiąt?
— Prowadziła negocjacje.
— I sypiała z tobą.
Helena zamknęła oczy.
Marek przez chwilę nic nie mówił.
— Tak.
Nie bolało tak, jak sądziłam.
Może dlatego, że po wszystkim, co odkryłam, zdrada była już tylko kolejnym wierszem w długiej tabeli kłamstw.
— Od kiedy?
— Półtora roku.
— Kochasz ją?
Zawahał się.
To była odpowiedź.
— Nie wiem.
Skinęłam głową.
— Dobrze.
— Dobrze?
— Tak. Chciałam tylko wiedzieć, czy istnieje choć jedna rzecz, o której dziś powiesz prawdę.
Wzięłam dokumenty.
— Odchodzę.
Marek zaśmiał się nerwowo.
— Ewa, masz pięćdziesiąt kilka lat. Nie podejmuje się decyzji o trzydziestoletnim małżeństwie podczas jednego szalonego weekendu.