Potem sądziłem, że patrzę na spadkobierców.
Dopiero później zrozumiałem, że patrzyłem na własne życie — to prawdziwe, nie to zaplanowane przez innych.
Sześć lat zostało nam odebranych.
Nie odzyskaliśmy ich.
Nie próbowaliśmy.
Zamiast tego zaczęliśmy liczyć coś innego.
Pierwszy wspólny poranek.
Pierwszy mecz.
Pierwszą szkolną akademię.
Pierwsze „tato”.
Pierwszą Wigilię przy jednym stole.
Pierwszy spalony naleśnik.
Pierwsze jutro.
A potem następne.
I następne.
Bo czasami największym zwycięstwem nie jest odzyskanie tego, co ktoś ci ukradł.
Jest nim odebranie mu prawa do decydowania o tym, co zrobisz z każdą chwilą, która jeszcze ci pozostała.