— Klaudia kazała mi zejść tam po skrzynkę — wyszeptała Marta. — Usłyszałam ją z Adrianem. Mówili o ślubie, pańskim testamencie i grobie. Zobaczyli mnie, zanim zdążyłam uciec.

Wiktor skierował latarkę w głąb przejścia.

Na najniższym stopniu leżał zabrudzony ziemią szal Zofii.

A z ciemności dobiegł dźwięk uruchamianego mechanizmu.

Adrian uśmiechnął się.

— Teraz już za późno. Klaudia wie, że otworzyliście drzwi.

CZĘŚĆ 3

Głęboki warkot rozszedł się pod posadzką, jakby sama rezydencja budziła się po wieloletnim śnie. Światło w piwnicy zamigotało. Z sufitu posypał się pył, a gdzieś za ścianą z trzaskiem zaskoczyły metalowe rygle.

Maksym ruszył ku schodom, lecz stalowe drzwi zatrzasnęły się przed nim. Szarpnął za klamkę. Nie ustąpiła.

— Zablokowane elektronicznie — powiedział.

Dariusz przycisnął Adriana do ściany.

— Jak to otworzyć?

Doradca milczał.

Wiktor podszedł do niego powoli. Przez siedemnaście lat potrafił rozpoznać najmniejsze zmiany w twarzy Adriana. Wiedział, kiedy mężczyzna blefował podczas negocjacji, kiedy spodziewał się ataku i kiedy ukrywał ból. Teraz jednak patrzył na człowieka, którego być może nigdy naprawdę nie znał.

— Co uruchomiła? — zapytał.

— Jeżeli mnie zastrzelisz, nie wyjdziesz stąd.

— Nie pytałem, czego mam nie robić.

Adrian zerknął na ukryte przejście.

— System bezpieczeństwa. Twój ojciec zainstalował go, kiedy budował schron.

— Mój ojciec zmarł, zanim kupiłem ten dom.

— Kupiłeś to, co pokazano w dokumentach. Budynek należał wcześniej do spółki, którą kontrolował. Pośrednicy ukryli historię nieruchomości.

Wiktor przypomniał sobie, jak Adrian namawiał go do zakupu rezydencji. Twierdził, że odosobniona posiadłość zapewni bezpieczeństwo po śmierci Zofii. To on negocjował cenę. To on sprowadził ekipę remontową i nadzorował montaż ochrony.

Przez wszystkie te lata spał nad miejscem, którego istnienia nawet nie podejrzewał.

Marta zachwiała się. Wiktor zdążył ją podtrzymać. Była lodowato zimna, odwodniona i tak słaba, że płaszcz zdawał się ważyć więcej niż ona.

— Musi dostać wodę — powiedział.

Hania przycisnęła policzek do ramienia matki.

— Mamusia jadła moje ciasteczka.

Marta spróbowała się uśmiechnąć.

— Znalazłam dwa w kieszeni fartucha.

— Mówiłam, że przydadzą się później.

Proste dziecięce słowa uderzyły Wiktora z niezwykłą siłą. Przez trzy dni kilkudziesięciu dorosłych chodziło nad zamkniętą kobietą. Kucharze przygotowywali posiłki. Ochroniarze zmieniali warty. Klaudia przymierzała ślubną suknię. Adrian odbierał telefony.

Tylko czteroletnie dziecko zauważyło, że Marta nie wróciła.

— Maksym, sprawdź szafki — rozkazał Wiktor. — Musi tu być awaryjne wyjście albo panel sterujący.

— Nie znajdziecie — odezwał się Adrian. — System można wyłączyć wyłącznie z gabinetu na parterze.

— W takim razie zadzwonimy do ludzi na zewnątrz.

Telefony nie miały zasięgu. Grube ściany i stalowe drzwi odcinały piwnicę od sieci. Wiktor włączył krótkofalówkę. Odpowiedział mu tylko szum.

— Zagłuszarka — stwierdził Dariusz.

Adrian poprawił związane z tyłu dłonie.

— Klaudia nie jest głupia.

— Jest w domu? — zapytał Wiktor.

— Kiedy wyjeżdżałeś do Sopotu, sądziłeś, że kontrolujesz wszystko. Rozmowy, ludzi, trasy, pieniądze. Nie zauważyłeś, że od dawna kontrolujesz jedynie to, co pozwalamy ci widzieć.

Dariusz uderzył go w brzuch. Adrian zgiął się, ale nie wydał dźwięku.

— Jeszcze raz — powiedział Wiktor — a każę ci pilnować drzwi od zewnątrz.

Ochroniarz odsunął się. Posłuszeństwo przyszło mu automatycznie, choć na twarzy miał gniew. Wiktor wiedział, że strach i przemoc mogły zmusić Adriana do mówienia, ale nie gwarantowały prawdy.

Najpierw musiał wyprowadzić Hanię i Martę.

Podał córce gospodyni latarkę.

— Haniu, wiesz, skąd słychać było pukanie?

Dziewczynka wskazała regał.

— Z dołu. Czasami spod schodów.

Marta pokręciła głową.

— Pukałam w rurę biegnącą za ścianą. Słyszałam, jak Hania chodzi w korytarzu. Bałam się krzyczeć, bo Adrian zagroził, że jeśli ktokolwiek mnie znajdzie, zabierze ją z domu.

— Dlaczego uwierzyłaś, że jej nie skrzywdzi? — zapytał Wiktor.

W jej oczach pojawił się ból.

— Nie uwierzyłam. Dlatego przestałam krzyczeć.

Wiktor odwrócił się do Adriana.

— Czteroletnie dziecko spało samo przez trzy noce?

— Zajmowała się nią opiekunka.

— Hania twierdzi, że nikt nie przyszedł.

Adrian wzruszył ramionami.

— Widocznie Klaudia zapomniała.

To obojętne „zapomniała” zabrzmiało jak coś niewybaczalnego. Dla Adriana dziecko było jedynie szczegółem planu. Skutkiem ubocznym zamknięcia niewygodnego świadka.

Maksym odnalazł za beczkami apteczkę, kilka butelek wody i ręczny mechanizm wentylacyjny. Marta piła drobnymi łykami. Wiktor chciał zabrać Hanię od matki, żeby mogła odpocząć, lecz dziewczynka nie pozwoliła odsunąć się nawet o krok.

— Zejdziemy na dół — zdecydował. — Jeśli tunel prowadzi pod domem, musi mieć drugie wyjście.

Adrian zaśmiał się cicho.

— Albo prowadzi do grobu.

Wiktor spojrzał na szal Zofii leżący na schodach.

— Właśnie dlatego pójdziesz pierwszy.

Dariusz poprowadził związanego Adriana. Za nimi szedł Wiktor z bronią i latarką, potem Marta, oparta na ramieniu Maksyma. Hania trzymała matkę za dłoń.

Betonowe schody kończyły się w niskim tunelu. Ściany zbudowano z surowej cegły, miejscami wzmocnionej stalowymi belkami. Przewody pod sufitem wyglądały na nowe. Ktoś regularnie korzystał z tego miejsca.

Po kilkunastu metrach korytarz rozwidlał się.

Lewy odcinek prowadził w stronę garaży. Prawy schodził głębiej pod wschodnie skrzydło domu.