Telefon w dłoni.

Zobaczył mnie.

Zobaczył krew.

Zobaczył odznakę.

I wtedy wydarzyło się coś, czego nigdy nie zapomniałam.

Mój kuzyn nie zapytał:

„Elena, co ci się stało?”

Nie podbiegł.

Nie wezwał lekarza.

Jego pierwszą reakcją był strach.

Czysty.

Natychmiastowy.

— Ty żyjesz — powiedział.

Lobby zamarło.

A ja zrozumiałam, że czarny SUV na górskiej drodze i to, co działo się w Somor Bay, mogło być częścią tej samej historii.

CZĘŚĆ 2

— Co powiedziałeś? — zapytałam.

Daniel odzyskał kontrolę.

— Powiedziałem: „Co się z tobą stało?”

— Nie.

Vanessa odwróciła się do niego.

— Daniel, ona—

— Zamknij się — powiedział.

Vanessa zamarła.

Pierwszy raz zobaczyłam, jak naprawdę wygląda ich małżeństwo.

Nie jak partnerstwo.

Jak układ.

Daniel podszedł bliżej.

— Elena, potrzebujesz lekarza.

— Potrzebuję Tomasza Lewickiego.

— Jest poza miastem.

— Gdzie?

— Nie wiem.

— Dyrektor bezpieczeństwa znika, kiedy ktoś próbuje mnie zabić?

Twarz Daniela pozostała nieruchoma.

— Próbował cię zabić?

— Czarny SUV zepchnął mój samochód przez barierkę.

Vanessa nagle pobladła.

Zauważyłam.

Daniel również.

— Jaki SUV? — zapytał.

— Ciekawa reakcja.

— Pytam, bo chcę pomóc.

— Numer rejestracyjny zaczynał się od GD 7.

Vanessa opuściła wzrok.

Daniel powiedział:

— To nic nie znaczy.

— Nie powiedziałam jeszcze wszystkiego.

Cisza.

Zwróciłam się do Marka.

— Dostęp do monitoringu parkingu.

Daniel wszedł mi w słowo.

— Elena, najpierw szpital.

— Nie.

— Masz krew na twarzy.

— Przeżyję kilka minut.

— To nierozsądne.

Spojrzałam na niego.

— Bardziej nierozsądne było powiedzenie „ty żyjesz”.


System awaryjny działał dokładnie tak, jak zaprojektował dziadek.

Po aktywacji poziomu Omega nikt poza większościowym powiernikiem i zewnętrznym audytorem nie mógł usuwać zapisów.

Windy zarządu zostały zablokowane.

Serwery przeszły w tryb tylko do odczytu.

Bankowe autoryzacje korporacyjne wymagały drugiego potwierdzenia.

Daniel wiedział o istnieniu protokołu.

Nie wiedział, że nadal noszę odznakę.

To wyjaśniało jego twarz.

Ale jeszcze nie wszystko.


Marek otworzył monitoring.

Przewijaliśmy zapis z poprzednich dwudziestu czterech godzin.

O 22:14 czarny SUV wyjechał z garażu technicznego resortu.

Numer rejestracyjny.

GD 7139K.

Poczułam, jak zimno przechodzi mi po plecach.

To był ten sam samochód.

— Czyj? — zapytałam.

Marek sprawdził.

Nikt się nie odezwał.

— Marek.

— Pojazd należy do Somor Executive Transport.

Daniel odpowiedział:

— Firma ma kilkanaście SUV-ów.

— Kto go pobrał?

Marek spojrzał na ekran.

— Karta serwisowa numer 44-B.

— Nazwisko.

Dłuższa cisza.

— Przypisana do biura pana Daniela.

Vanessa wyszeptała:

— Boże.

Daniel spojrzał na nią.

Ten jeden moment wystarczył.

Coś wiedziała.


— Zamknąć garaż — powiedziałam. — Wezwać policję. Zabezpieczyć serwer.

Daniel złapał mnie za ramię.

— Elena, przestań.

Spojrzałam na jego dłoń.

Natychmiast mnie puścił.

— Jeśli zadzwonisz na policję, media dowiedzą się w godzinę.

— Ktoś próbował mnie zabić.

— Może to był wypadek.

— Samochód uderzył mnie dwa razy.

Vanessa zamknęła oczy.

Spojrzałam na nią.

— Ty coś wiesz.

— Nie.

— Spójrz na mnie.

Nie zrobiła tego.

Daniel powiedział:

— Elena, ona jest w szoku.

Zaśmiałam się.

— Ja mam rozciętą głowę, a to Vanessa jest w szoku?

Marek odsunął się od konsoli.

— Pani Somor…

— Tak?

— Jest jeszcze coś.

Otworzył drugi ekran.

Na kilka minut przed wyjazdem SUV-u kamera garażowa zarejestrowała mężczyznę w czapce serwisowej.

Twarz była słabo widoczna.

Ale ja znałam sposób chodzenia.

Daniel też.

Marek powiększył obraz.

Na prawym nadgarstku mężczyzny widać było tatuaż.

Trzy czarne linie.

Daniel pobladł.

— Nie.

Spojrzałam na niego.

— Znasz go?

Nie odpowiedział.

Vanessa zrobiła krok w stronę drzwi.

System wydał krótki sygnał.

Drzwi pozostały zamknięte.

— Chcę wyjść — powiedziała.

— Nie — odpowiedziałam.

— Nie możesz mnie więzić.

— Nie więżę. Budynek jest w trybie bezpieczeństwa po możliwej próbie zabójstwa.

— To chore.

— Poczekaj na policję.

Vanessa zaczęła płakać.

Daniel patrzył na ekran.

Ja patrzyłam na niego.

— Kto to jest?

W końcu odpowiedział:

— Adrian Vale.

Znałam nazwisko.

Były szef ochrony prywatnej Daniela.

Zwolniony dwa lata wcześniej po bójce.

Przynajmniej oficjalnie.

— Dlaczego ma aktywną kartę twojego biura?

Daniel milczał.

I wtedy zrozumiałam, że próba zabójstwa była tylko wierzchołkiem.

CZĘŚĆ 3

Policja przyjechała trzydzieści siedem minut później.

Do tego czasu lekarz hotelowy zszył mi rozcięcie nad brwią, usztywnił nadgarstek i próbował przekonać mnie do prześwietlenia żeber.

Odmówiłam wyjazdu.

— Mogła pani doznać poważniejszego urazu — powiedział.

— Pojadę, kiedy zabezpieczą dowody.

— Pieniądze są ważniejsze od zdrowia?

— Nie chodzi o pieniądze.

Spojrzałam przez szklane drzwi gabinetu na Daniela.

— Chodzi o to, komu mogę jeszcze ufać.


Pierwszy problem pojawił się, kiedy komisarz prowadzący sprawę poprosił Daniela o wyjaśnienie aktywnej karty.

Daniel powiedział:

— Nie wiem.

— Karta była przypisana do pana biura.

— Mój personel ma dostęp.

— Kto?

— Asystenci. Ochrona. Kierowcy.

— Adrian Vale?

— Nie pracuje dla nas.

— Ale użył pańskiej karty.

Daniel wzruszył ramionami.

— Mogła zostać skradziona.

Brzmiał dobrze.

Spokojnie.

Racjonalnie.