Chciałam zobaczyć ojca pozbawionego gabinetu, w którym wisiało jego zdjęcie z podpisem „Założyciel”.

Matka znała mnie wystarczająco dobrze, żeby przewidzieć nawet to.

Na końcu listu znajdowała się instrukcja.

Pendrive zawierał kopie dokumentacji finansowej.

Jeżeli aktywacja trustu nastąpiła z powodu konfliktu rodzinnego, miałam sprawdzić pewną spółkę.

Baltic Horizon Development.

Spojrzałam na Helenę.

— Zna pani tę nazwę?

Pobladła.

— Tak.

— Co to jest?

— Spółka, którą pani ojciec założył kilka lat po śmierci pani matki.

— Czy ma coś wspólnego z hotelem?

— Oficjalnie nie.

Słowo „oficjalnie” zabrzmiało wyjątkowo źle.

*

W kancelarii podłączyłam pendrive do komputera odłączonego od sieci.

Były tam skany umów, wyciągów bankowych i korespondencji między rodzicami.

Nie wyglądały jak przygotowane przeciwko ojcu dowody.

Bardziej jak archiwum kobiety, która zauważyła, że coś zaczyna się wymykać spod kontroli.

Im więcej czytałam, tym mniej pasował mi obraz, jaki przez lata budowałam w głowie.

Ojciec nie próbował ukraść matce hotelu.

Próbował wykorzystać go jako zabezpieczenie, żeby uratować inną inwestycję.

Matka się nie zgodziła.

Pokłócili się.

Mocno.

Ale późniejsza korespondencja wskazywała, że próbowali znaleźć kompromis.

W jednym z e-maili matka napisała:

*Nie boję się, że stracisz pieniądze. Boję się, że kiedy raz uznasz, iż hotel może ratować twoje błędy, nigdy nie przestaniesz go wykorzystywać.*

Ojciec odpowiedział:

*Masz rację. Dlatego podpiszę ograniczenia.*

I rzeczywiście podpisał.

To nie pasowało do człowieka, którego przez noc zaczęłam uważać za oszusta.

Dopiero po południu znalazłam pierwszą niepokojącą rzecz.

Baltic Horizon Development otrzymała osiem lat wcześniej pożyczkę w wysokości czterech milionów złotych.

Pożyczkodawcą była spółka operacyjna hotelu.

Nie trust.

Nie właściciel nieruchomości.

Spółka prowadząca codzienną działalność.

To było legalne pod warunkiem zatwierdzenia przez zarząd.

Znalazłam uchwałę.

Podpis ojca.

Podpis dyrektora finansowego.

I trzeci podpis.

Elżbiety Wierzbickiej.

— Była w zarządzie? — zapytałam Helenę.

— Przez trzy lata.

— Nigdy o tym nie wiedziałam.

— Pani ojciec rzadko mówił o sprawach biznesowych.

Kolejne dokumenty były gorsze.

Pierwsza pożyczka została spłacona.

Druga również.

Trzecia już nie.

Potem pojawiły się kolejne transfery.

Łącznie niemal jedenaście milionów złotych.

— Gdzie trafiały pieniądze?

Helena pokręciła głową.

— Tego tutaj nie ma.

Zaczęłam przeglądać publiczne rejestry.

Baltic Horizon posiadała działki w okolicach Gdyni.

Jedna została sprzedana z zyskiem.

Druga utknęła w procedurach.

Trzecia została przeniesiona do spółki o nazwie North Amber Holdings.

Udziałowcem North Amber była Elżbieta.

Oparłam się o krzesło.

— Czy ojciec o tym wiedział?

— Tego nie możemy zakładać.

— Podpisywał uchwały.

— To nadal nie jest dowód, że znał dalszy przepływ pieniędzy.

Nienawidziłam, kiedy ktoś mówił do mnie jak prawnik.

Jeszcze bardziej nienawidziłam faktu, że Helena miała rację.

*

Po południu spotkaliśmy się w sali konferencyjnej kancelarii.

Ojciec przyszedł sam.

Wyglądał, jakby postarzał się w ciągu jednej nocy.

Nie miał krawata. Jego marynarka była pomięta.

Usiadł naprzeciwko mnie.

Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało.

— Gdzie Elżbieta? — zapytałam.

— Nie przyjdzie.

— Dlaczego?

— Bo powiedziałem jej, że to rozmowa między mną a tobą.

— Szesnaście lat za późno.

Przyjął to bez protestu.

Położyłam przed nim kopię trustu.

— Wiedziałeś?

— Tak.

— Od początku?

— Tak.

Poczułam znajome ukłucie gniewu.

— Więc przez szesnaście lat pozwalałeś mi myśleć, że hotel należy do ciebie.

— Zarządzałem nim.

— I przedstawiałeś się jako właściciel.

— Nigdy w oficjalnym dokumencie.

— Świetne rozróżnienie.

Spuścił wzrok.

— Masz prawo być zła.

— Nie mów mi, do czego mam prawo.

Przesunęłam w jego stronę listę transferów.

— Baltic Horizon.

Jego twarz stężała.

— Skąd to masz?

— Mama.

— Joanna wiedziała tylko o pierwotnej spółce.

— Ale ty wiedziałeś o reszcie.

— O części.

— Jedenaście milionów.

— Większość wróciła.

— Nie całość.

— Nie.

— North Amber Holdings.

Tym razem milczał.

— Elżbieta jest właścicielką.

— Wiem.

— Od kiedy?

— Od około dwóch lat.

— I nic nie zrobiłeś?

Ojciec przetarł twarz.

— Zrobiłem.

— Co?

— Zacząłem przygotowywać audyt.

Zaśmiałam się bez humoru.

— Wspaniale. Tajny audyt, tajny trust, tajne pożyczki. Wy wszyscy żyjecie w świecie, w którym prawda istnieje tylko w zamkniętych kopertach.

— Chciałem najpierw wiedzieć, co się naprawdę stało.

— A wczoraj?

Zamilkł.

— Dlaczego jej nie powstrzymałeś?

Widziałam, że właśnie tego pytania obawiał się najbardziej.

— Ponieważ spanikowałem.

— Ty?

— Tak.

— Przed własną żoną?

— Przed tym, co mogła powiedzieć.

— Co mogła powiedzieć?

Ojciec spojrzał na Helenę.

— Chcę porozmawiać z córką sam.

— Helena zostaje.

— Alicja…

— Ona była powiernikiem mamy. Ty przez szesnaście lat nie powiedziałeś mi prawdy. Nie jesteś w pozycji, żeby ustalać warunki.

Przez chwilę zaciskał szczękę.

W końcu skinął głową.

— Elżbieta wiedziała, że hotel nie jest mój.

Zamarłam.

— Od kiedy?

— Od początku naszego małżeństwa.

— Więc wiedziała, że wyrzuca z hotelu jego beneficjentkę?

— Wiedziała, że istnieje trust. Nie znała wszystkich warunków.

— I dlatego powiedziała, że nie jestem rodziną?

— Była wściekła.

— O co?

Ojciec spojrzał na mnie długo.