W przypadku aktywacji klauzuli należy otworzyć depozyt 41-B. Bez obecności Marka.

Spojrzałam na nią.

— Co jest w depozycie?

Helena powoli podniosła wzrok.

— Nie wiem.

W tej samej chwili ktoś zaczął walić w drzwi mojego mieszkania.

A potem usłyszałam głos ojca.

— Alicja! Otwórz! Zanim zniszczysz coś, czego kompletnie nie rozumiesz!

CZĘŚĆ 3

Stałam kilka metrów od drzwi i nie ruszałam się.

Ojciec uderzył ponownie.

Tym razem mocniej.

— Wiem, że tam jesteś!

Obok niego odezwała się Elżbieta.

— Musimy porozmawiać!

Jeszcze kilka godzin wcześniej publicznie ogłosiła, że nie jestem rodziną. Teraz „musieliśmy porozmawiać”.

Helena stała przy stole z telefonem w ręku.

— Jeśli pani chce, dzwonię po policję.

Pokręciłam głową.

— Jeszcze nie.

Ojciec zapukał ponownie.

— Alicja, proszę.

To „proszę” zatrzymało mnie na sekundę.

Przez całe życie próbowałam zdobyć jego uwagę. Po śmierci mamy starałam się być łatwą córką. Nie zadawać zbyt wielu pytań. Nie przypominać mu o tym, czego nie chciał pamiętać.

Teraz stał na korytarzu mojego mieszkania i po raz pierwszy to on potrzebował czegoś ode mnie.

Nie otworzyłam.

— Możesz mówić przez drzwi.

Zapadła cisza.

— Co zrobiłaś?

— Wiesz dokładnie.

— Nie wiem.

— Wygaszono twoje pełnomocnictwa.

— Do mojego hotelu!

Pierwszy raz od początku tej nocy się uśmiechnęłam.

— Nie. Właśnie tego nie rozumiesz.

Elżbieta zaczęła coś mówić, ale ojciec ją uciszył.

— Alicja, twoja matka nie powiedziała ci wszystkiego.

Spojrzałam na Helenę.

— Ty też najwyraźniej nie powiedziałeś.

— Otwórz drzwi.

— Nie.

— To nie jest zabawa.

— Dla mnie też nie była, kiedy patrzyłeś, jak twoja żona wyrzuca mnie z sali.

— Chciałem zareagować.

— Ale nie zareagowałeś.

Nie odpowiedział.

To bolało bardziej niż jego wcześniejsza złość.

Bo oboje wiedzieliśmy, że to była prawda.

— Jutro rano spotkamy się z prawnikami — powiedziałam. — Do tego czasu nie próbujcie wchodzić do hotelu jako osoby uprawnione do reprezentowania trustu. Nie jesteście nimi.

Elżbieta parsknęła.

— Myślisz, że możesz ukraść firmę, którą twój ojciec budował przez całe życie?

Helena spojrzała na mnie, ale nie musiała nic mówić.

Podeszłam do drzwi.

— Elżbieto, dzisiaj powiedziałaś przed setką ludzi, że nie jestem rodziną. Nie powinnaś więc być zdziwiona, że nie zamierzam finansować twojego rodzinnego imperium.

Przez kilka sekund panowała absolutna cisza.

Potem usłyszałam szybkie kroki Elżbiety oddalające się korytarzem.

Ojciec został.

— Alicja.

Jego głos brzmiał inaczej.

— Jeśli znalazłaś dokumenty Joanny, nie rób nic więcej, zanim nie poznasz całej historii.

— To właśnie zamierzam zrobić.

— Nie wiesz, co jest w depozycie.

Zamarłam.

Helena również.

Nie mówiłyśmy mu o depozycie.

Podeszłam bliżej drzwi.

— Skąd o nim wiesz?

Ojciec nie odpowiedział.

— Tato?

Usłyszałam tylko jego kroki.

Odchodził.

Helena patrzyła na mnie bez słowa.

— Powiedziała pani, że nie zna zawartości depozytu.

— Nie znam.

— A on zna.

Helena usiadła.

Pierwszy raz odkąd ją poznałam wyglądała na naprawdę przestraszoną.

*

Następnego ranka prawie nie spałam.

O siódmej trzydzieści Helena zadzwoniła do banku prowadzącego depozyt.

Numer 41-B istniał.

Założono go siedemnaście lat wcześniej.

W dokumentach jako osoba deponująca figurowała Joanna Wierzbicka.

Jedyną osobą uprawnioną do otwarcia byłam ja.

Ojciec nie miał dostępu.

Nie powinien nawet wiedzieć, że skrzynka istnieje.

O dziesiątej siedziałyśmy już w prywatnej części banku.

Pracownica przyniosła metalową kasetę.

Była cięższa, niż się spodziewałam.

W środku znalazłam trzy rzeczy.

Pendrive.

Gruby plik dokumentów.

I kopertę.

Na kopercie widniało moje imię.

Dla Alicji. Dopiero kiedy będziesz gotowa poznać prawdę o hotelu.

Rozpoznałam charakter pisma natychmiast.

Przez moment nie potrafiłam rozerwać papieru.

Matka nie żyła od szesnastu lat, ale miałam wrażenie, że stoi obok mnie.

Otworzyłam list.

*Córeczko.*

Pierwsze słowo sprawiło, że obraz przede mną się rozmazał.

Musiałam przerwać.

Helena odsunęła wzrok.

Czytałam dalej.

Matka pisała, że nie wiedziała, kiedy znajdę list. Miała nadzieję, że nigdy nie będzie to konieczne.

Hotel powstał z pieniędzy po jej rodzicach oraz z kredytu zabezpieczonego majątkiem, który należał do niej jeszcze przed ślubem.

Ojciec miał talent do prowadzenia firmy, negocjowania i przyciągania klientów. Matka miała kapitał, nieruchomość i koncepcję.

Razem stworzyli hotel.

Problemy zaczęły się później.

Marek zaczął zaciągać zobowiązania bez jej wiedzy.

Najpierw małe.

Potem większe.

Nie chodziło o luksus czy hazard.

Chodziło o kolejne inwestycje.

Ojciec zawsze wierzył, że wzrost rozwiązuje wszystkie problemy.

Jeśli jedna firma miała kłopoty, zakładał drugą.

Jeśli inwestycja nie przynosiła zysku, próbował ją ratować następną.

Matka odkryła, że kilka razy próbował zabezpieczyć kredyty hotelem.

Powstrzymała go.

To wtedy powstał trust.

Ale w liście było coś jeszcze.

*Jeżeli to czytasz, Alicjo, prawdopodobnie ktoś próbował przekonać cię, że nie masz prawa do tego miejsca.*

Ścisnęłam papier.

*Pamiętaj jedno: prawo do majątku i prawo do miłości to dwie różne rzeczy. Nie używaj pierwszego, żeby zemścić się za brak drugiego.*

Te słowa zabolały.

Bo dokładnie to chciałam zrobić.

Chciałam zobaczyć minę Elżbiety, kiedy dowie się, że apartament, w którym urządzała przyjęcia, nie należy do niej.