Na kolejnym wydruku znajdowały się wiadomości między Marcinem a Krystyną.

Niektóre pochodziły sprzed czterech miesięcy.

„Musi wyglądać na przemęczoną. Im bardziej będzie zdenerwowana, tym lepiej”.

„Zofia zaczyna coś podejrzewać”.

„Nie pozwól jej rozmawiać z Anką bez świadków”.

Przeczytałam ostatnie zdanie kilkukrotnie.

Nagle przypomniałam sobie wszystkie sytuacje, kiedy mama próbowała zadzwonić, a Marcin akurat potrzebował mojej pomocy. Wszystkie niedzielne obiady, podczas których Krystyna przerywała Zofii, zanim ta zdążyła dokończyć zdanie.

I wszystkie moje zapewnienia, że przecież jesteśmy rodziną.

Magda odłożyła kartkę.

— Musisz to zabezpieczyć. Zrobić kopie i porozmawiać z adwokatem od spraw rodzinnych.

— A ten dokument ze szpitala?

Przyjrzała mu się uważnie.

— To nie jest nakaz przyjęcia do szpitala. Wygląda raczej na roboczą notatkę albo projekt. Nikt nie może po prostu zamknąć cię w szpitalu dlatego, że mąż tak chce.

Poczułam niewielką ulgę.

— Ale dlaczego mieliby to przygotowywać?

Magda spojrzała na mnie poważnie.

— Być może chcieli cię przestraszyć. A może liczyli, że podpiszesz coś pod presją.

Wtedy mama odezwała się po raz pierwszy od kilkunastu minut.

— Krystyna mówiła, że po świętach wszystko będzie załatwione.

Odwróciłyśmy się do niej.

— Co dokładnie powiedziała? — zapytałam.

Zofia wpatrywała się w swoje dłonie.

— Że Marcin wreszcie będzie miał spokój. Że dzieci zostaną tam, gdzie ich miejsce. A ty…

Zawahała się.

— A ja?

— Że odpoczniesz w odpowiednim ośrodku.

Magda zamknęła oczy.

Ja nie mogłam nawet mrugnąć.

Pendrive zawierał trzy foldery.

Pierwszy nazwano „Dom”.

Drugi „Dzieci”.

Trzeci „Nagrania”.

W folderze „Dom” znajdowały się skany dokumentów związanych z naszą nieruchomością, zestawienia rat kredytowych i korespondencja z bankiem.

Przez siedem lat opłacałam większość kosztów domu. Marcin początkowo zarabiał niewiele, później otworzył niewielką działalność handlową, która przynosiła nieregularne dochody.

Nigdy nie rozliczaliśmy się co do złotówki.

Uważałam, że w małżeństwie pieniądze powinny służyć rodzinie.

Dziś widziałam, jak łatwo można wykorzystać takie przekonanie.

W dokumentach znalazłam również projekt umowy pożyczki.

Pożyczkodawcą była Krystyna.

Pożyczkobiorcą — Marcin.

Kwota wynosiła czterysta osiemdziesiąt tysięcy złotych.

Według projektu pieniądze miały zostać przeznaczone na inwestycje w naszą nieruchomość.

Problem polegał na tym, że żadnej takiej pożyczki nie znałam.

Co więcej, część rzekomych inwestycji była opisana dokładnie tak, jak remonty opłacone z mojego konta.

Nowy dach.

Wymiana instalacji grzewczej.

Przebudowa poddasza.

Wszystko, na co pracowałam przez ostatnie lata.

— To wygląda na próbę stworzenia długu — powiedziała Magda. — Ale sam projekt nie oznacza, że taki dług istnieje.

Wiedziałam, że powinnam skupić się na faktach.

Mimo to w głowie zaczęły mi się układać wspomnienia.

Marcin nalegał ostatnio, żebym podpisała kilka dokumentów u notariusza. Tłumaczył, że chodzi o uporządkowanie spraw majątkowych i zabezpieczenie dzieci.

Odmówiłam, bo byłam zajęta przygotowaniami do wyjazdu.

Obraził się wtedy na dwa dni.

Pamiętam, że uznałam jego zachowanie za dziecinne.

Teraz nie byłam już tego pewna.

W folderze „Dzieci” znalazłam kalendarz.

Każdy mój wyjazd służbowy został oznaczony czerwonym kolorem.

Obok widniały krótkie notatki.

„Matka poza domem”.

„Opieka sprawowana przez ojca i babcię”.

„Brak udziału matki w wieczornej rutynie”.

Zabrakło w nich informacji, że przed wyjazdami przygotowywałam dzieciom ubrania, umawiałam wizyty lekarskie i organizowałam zakupy.

Nie było wzmianki o tym, że Marcin sam prosił mnie, żebym przyjęła dodatkowe zlecenia, bo potrzebował pieniędzy na rozwój firmy.

Była za to starannie budowana opowieść o nieobecnej matce.

Kobieta, która utrzymywała rodzinę, miała zostać przedstawiona jako ktoś, kto tę rodzinę porzucił.

Przesunęłam palcem po ekranie komputera.

— Dlaczego tata to wszystko zbierał?

Mama wzięła głęboki oddech.

— Bo usłyszał rozmowę.

— Jaką?

— Marcina z Krystyną. Pod koniec lata.

Ojciec przyjechał wtedy do naszego domu, żeby naprawić furtkę. Marcin sądził, że już odjechał.

Stanisław usłyszał, jak Krystyna mówiła o rozwodzie, domu i dzieciach.

Najbardziej zaniepokoiło go zdanie, które wypowiedział Marcin.

— „Anka sama odda wszystko, kiedy zrozumie, że może stracić dzieci”.

Mama opowiadała powoli, robiąc przerwy, żeby opanować drżenie głosu.

Ojciec próbował najpierw porozmawiać z Marcinem.

Ten wszystkiemu zaprzeczył.

Potem Stanisław zaczął sprawdzać dokumenty, do których miał dostęp, i zapisywać informacje przekazywane mu przez Zofię.

Nie chciał mnie niepokoić bez dowodów.

To było bardzo podobne do mojego taty.

Przez całe życie wierzył, że zanim oskarży się drugiego człowieka, trzeba wiedzieć dokładnie, co się wydarzyło.

Niestety, zabrakło mu czasu.

Dwa miesiące później dostał udaru.

W folderze „Nagrania” znajdowało się siedem plików dźwiękowych.

Pierwszy trwał niespełna minutę.

Słychać było szum silnika i głos mojego ojca.

— Dwudziesty drugi sierpnia. Rozmowa z Marcinem. Zapisuję, bo nie chcę później pomylić słów.

Następnie rozległ się głos męża.

— Panie Stanisławie, proszę nie mieszać się w nasze małżeństwo.

Ojciec odpowiedział spokojnie:

— Nie będę się mieszał, jeśli przestaniesz straszyć moją córkę.

Marcin zaśmiał się krótko.

— Nie zna pan całej sytuacji.

— Znam ją wystarczająco dobrze.

Nagranie urwało się w chwili, gdy ojciec powiedział:

— A o tych pieniądzach też mam milczeć?

Spojrzałam na Magdę.

— Jakich pieniądzach?

Nie wiedziała.

Uruchomiłam drugi plik.