Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

Ojciec próbował kilkakrotnie do niego zadzwonić.

Nie pozwoliłam na bezpośrednią rozmowę, ponieważ Kuba nie był gotowy.

Ale wiedziałam też, że relacja z dziadkiem była dla niego ważna.

Przez wiele lat wspólnie budowali drewniane modele samolotów.

Ojciec uczył go rozpoznawać gatunki drzew.

Pokazywał, jak używać papieru ściernego i mierzyć deski.

Kuba miał z nim dobre wspomnienia.

Nie chciałam ich niszczyć.

— Myślę, że dziadek cię kocha — powiedziałam ostrożnie. — Ale zachował się źle, kiedy potrzebowałeś jego pomocy.

Syn długo patrzył przez okno samochodu.

— To dlaczego nic nie powiedział babci?

Nie miałam odpowiedzi.

— Musisz go kiedyś o to zapytać.

Kuba skinął głową.

Po chwili powiedział:

— Nie chcę, żeby babcia znowu krzyczała.

Obiecałam, że nie będę zmuszać go do żadnego spotkania.

Wtedy po raz pierwszy od Wigilii zobaczyłam, jak wyraźnie się rozluźnia.

Pod koniec lutego Joanna zaprosiła mnie na spotkanie.

Miała nowe informacje dotyczące spółki Damiana.

Okazało się, że inwestor nie zamierzał czekać bez końca.

Termin przewidziany w dokumentach zbliżał się szybko, a brat nie potrafił przedstawić dowodów, że doprowadzi do nabycia wszystkich potrzebnych nieruchomości.

Co więcej, część właścicieli sąsiednich działek wycofała się z rozmów.

Projekt inwestycyjny zaczął tracić sens ekonomiczny.

Damian próbował negocjować przedłużenie terminów.

Bez powodzenia.

— Co to oznacza dla rodziców? — zapytałam.

— To zależy od tego, jakie dodatkowe zobowiązania podpisali. Musimy przeanalizować dokumenty, których nadal nie mamy.

— Ojciec twierdzi, że pokazał już wszystko.

Joanna spojrzała na mnie poważnie.

— W takim razie powinniśmy uzyskać od niego pisemne potwierdzenie.

Zgodziłam się.

Tego samego dnia wysłałyśmy formalną prośbę o przedstawienie wszystkich dokumentów związanych z planowaną transakcją.

Odpowiedź przyszła po tygodniu.

Ojciec dostarczył kolejną umowę.

Dotyczyła pożyczki udzielonej Damianowi przez prywatnego inwestora.

Na końcu dokumentu znajdował się podpis ojca jako poręczyciela.

Przeczytałam go z niedowierzaniem.

Ryszard nie tylko pomagał synowi finansowo.

Zobowiązał się również odpowiadać za część jego długu.

Nie wiedziałam, jak mógł podjąć taką decyzję.

A potem przypomniałam sobie jego słowa:

„Chciałem, żeby wreszcie mu się udało”.

Ta nadzieja kosztowała go więcej, niż był gotów przyznać.

W marcu Damian przyjechał pod moje biuro.

Czekał na parkingu.

Kiedy wyszłam, podszedł szybkim krokiem.

Wyglądał inaczej niż podczas Wigilii.

Schudł. Miał zaczerwienione oczy i nerwowo zaciskał szczękę.

— Musimy pogadać.

— Umów się przez kancelarię.

— Przestań robić z tego sprawę prawną!

— To jest sprawa prawna.

Rozejrzał się, jakby sprawdzał, czy ktoś nas obserwuje.

— Przez ciebie wszystko się sypie.

Nie odpowiedziałam.

— Gdybyś podpisała ugodę, mielibyśmy pieniądze.

— Mielibyście pieniądze na co?

— Na spłatę długów.

— Czyich?

Spojrzał na mnie z nienawiścią.

— Zawsze musisz być najmądrzejsza.

Przez chwilę widziałam przed sobą tego samego chłopca, który w dzieciństwie tłukł moje zabawki, a potem przekonywał matkę, że sama je zepsułam.

Tyle że teraz konsekwencje były znacznie poważniejsze.

— Damian, nie odpowiadam za twoje umowy.

— Jesteś moją siostrą.

— Właśnie dlatego pomagałam ci przez trzy lata.

Zaśmiał się gorzko.

— Pomagałaś? Ty chciałaś mieć nas wszystkich na smyczy.

Nie poczułam już potrzeby tłumaczenia się.

— Jeśli naprawdę tak uważasz, powinieneś być zadowolony, że przestałam płacić.

To go rozwścieczyło.

Zrobił krok w moją stronę.

— Myślisz, że możesz nas zniszczyć i spokojnie wrócić do swojego idealnego życia?

Cofnęłam się.

— Nie podchodź bliżej.

Zatrzymał się.

Przez moment patrzyliśmy na siebie w milczeniu.

Potem odwrócił się i odszedł.

Zrobiłam notatkę z przebiegu spotkania i poinformowałam Joannę.

Nie dlatego, że chciałam zaszkodzić bratu.

Dlatego, że po raz pierwszy naprawdę się go bałam.

Kilka dni później otrzymałam telefon od ojca.

Powiedział, że Damian wyprowadził się z domu.

Nie podał nowego adresu.

Matka była załamana.

Obwiniała mnie o wszystko.

Ojciec mówił cicho, jakby bał się, że Halina usłyszy rozmowę.

— Chciałbym zobaczyć Kubę.

Nie odpowiedziałam od razu.

— Czy rozmawiałeś z mamą o Wigilii?

— Tak.

— I?

Westchnął.

— Uważa, że przesadziłaś.

Poczułam znajomy ciężar.

— A ty co uważasz?

Ojciec milczał tak długo, że pomyślałam, iż połączenie zostało przerwane.

W końcu powiedział:

— Powinienem był ją powstrzymać.

To było pierwsze zdanie, które brzmiało jak przyznanie się do winy.

— Dlaczego tego nie zrobiłeś?

— Nie wiem.

— Tato, to nie wystarczy.

— Wiem.

Po raz pierwszy nie próbował mnie przekonywać, że przesadzam.

Nie prosił też o pieniądze.

Powiedział tylko:

— Jeśli Kuba kiedyś będzie chciał ze mną porozmawiać, będę czekał.

Nie obiecałam niczego.

Ale po zakończeniu rozmowy poczułam, że być może między nami pojawiła się niewielka przestrzeń na prawdę.

W kwietniu sytuacja rodziców stała się poważna.

Otrzymali wezwania dotyczące zaległych zobowiązań.

Bank zaproponował rozmowę o restrukturyzacji kredytu.

Ojciec skontaktował się z doradcą finansowym.

Matka zaczęła sprzedawać część niepotrzebnych rzeczy.

Nie były to łatwe decyzje.

Dom przez wiele lat stanowił centrum ich życia.

W salonie stały meble wykonane przez ojca.

Na ścianach wisiały zdjęcia rodzinne.

W ogrodzie rosła jabłoń, którą posadziłam jako dziecko.

Wiedziałam, jak wiele znaczyło dla nich to miejsce.