— Ryszard! Powiedz jej, czyj to naprawdę dom!
A potem usłyszałam odpowiedź ojca:
— Właśnie dlatego nie możemy pozwolić Annie odejść.
CZĘŚĆ 3
Przez kilka sekund siedziałam nieruchomo, trzymając telefon przy uchu.
W samochodzie panowała cisza, przerywana jedynie szumem ogrzewania. Kuba zasnął na tylnym siedzeniu, wyczerpany płaczem. Jego zielony sweter leżał w foliowej torbie na podłodze.
Po drugiej stronie połączenia ojciec oddychał ciężko.
— Co masz na myśli? — zapytałam.
— Nie przez telefon.
— W takim razie nie mamy o czym rozmawiać.
— Aniu, proszę.
W jego głosie pojawiło się coś, czego od lat nie słyszałam. Strach.
Nie złość. Nie urażona duma. Prawdziwy strach człowieka, który zrozumiał, że nie potrafi już kontrolować wydarzeń.
— Jutro skontaktuje się z tobą mecenas Malinowska — powiedziałam. — Wszystkie sprawy dotyczące pieniędzy załatwimy przez nią.
— Twoja matka mnie zabije, kiedy się dowie.
Zamknęłam oczy.
— Powinieneś był o tym pomyśleć, zanim pozwoliłeś jej skrzywdzić Kubę.
Rozłączyłam się.
Dopiero wtedy zauważyłam, że ręce mi drżą.
Przez lata uważałam siebie za osobę rozsądną. Nie podejmowałam decyzji pod wpływem emocji. Zawsze szukałam rozwiązania, które najmniej zaboli innych.
Tego wieczoru po raz pierwszy nie wiedziałam, czy bardziej boję się tego, co zrobiłam, czy tego, że mogłabym się wycofać.
Do mieszkania wróciliśmy przed dwudziestą.
Kuba obudził się, kiedy zaparkowałam w podziemnym garażu. Nie zapytał o prezenty, które zostały pod choinką dziadków. Nie wspomniał nawet o przygotowanej dla dziadka ramce.
Poprosił tylko, żebym nie kazała mu więcej tam jechać.
Obiecałam.
W łazience dokładnie obejrzałam jego nogi. Skóra była lekko zaczerwieniona, ale nie było pęcherzy. Zadzwoniłam na świąteczną pomoc medyczną, opisałam zdarzenie i zastosowałam się do otrzymanych wskazówek. Polecono mi obserwować skórę i zgłosić się na badanie, gdyby pojawiły się niepokojące objawy.
Kuba siedział na brzegu wanny, owinięty ręcznikiem.
— Babcia mnie nie lubi? — zapytał.
Nie potrafiłam odpowiedzieć od razu.
Przypomniałam sobie wszystkie sytuacje, które przez lata tłumaczyłam sobie zmęczeniem matki, jej trudnym charakterem albo różnicą pokoleń.
Kiedy Kuba miał pięć lat, Halina skarciła go przy gościach za przypadkowo rozlany sok.
Gdy skończył siedem, powiedziała mu, że jest zbyt wrażliwy i powinien zachowywać się jak prawdziwy chłopiec.
Podczas poprzednich świąt skrytykowała prezent, który dla niej narysował, bo na obrazku wyglądała, jej zdaniem, zbyt staro.
Za każdym razem interweniowałam, ale później próbowałam łagodzić konflikt.
Wmawiałam sobie, że babcia kocha wnuka, tylko nie potrafi tego okazywać.
Teraz rozumiałam, jak wygodne było to usprawiedliwienie.
— Babcia zachowała się bardzo źle — powiedziałam. — I nie miała prawa cię tak potraktować.
— Ale dlaczego?
Usiadłam obok niego.
— Nie wiem, co sobie wtedy myślała. Wiem tylko, że to nie była twoja wina.
Kuba skinął głową.
Po chwili przytulił się do mnie tak mocno, jakby bał się, że zniknę.
Tej nocy spał w moim łóżku.
Ja prawie nie zmrużyłam oka.
O szóstej rano przyszła wiadomość od Joanny.
„Potwierdzam otrzymanie dyspozycji. Wstrzymanie dobrowolnych płatności nie oznacza natychmiastowego wypowiedzenia kredytu. Bank otrzyma informację o zmianie sposobu regulowania rat. Pozostałe czynności wymagają formalnego wezwania i zachowania terminów wynikających z umów. Porozmawiajmy o dziewiątej”.
Przeczytałam wiadomość dwa razy.
Joanna zawsze pilnowała szczegółów.
Właśnie dlatego trzy lata wcześniej poprosiłam ją o pomoc.
Wtedy sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.
Ojciec przez niemal trzydzieści lat prowadził niewielki zakład stolarski. Produkował meble na zamówienie, głównie dla klientów z Warszawy i okolic. Nie dorobił się fortuny, ale utrzymywał rodzinę na przyzwoitym poziomie.
Problemy zaczęły się, kiedy zachorował jego wieloletni wspólnik, a kilka dużych zamówień zostało anulowanych.
Równocześnie Damian próbował rozwijać firmę zajmującą się sprzedażą sprzętu elektronicznego.
Zamiast zysków pojawiły się długi.
Rodzice zaczęli korzystać z oszczędności, później z limitów kredytowych. Ojciec zaciągnął dodatkowe zobowiązania pod zabezpieczenie domu.
O skali problemów dowiedziałam się dopiero wtedy, kiedy matka zadzwoniła do mnie z płaczem.
Pamiętam tamten listopadowy wieczór.
Kuba odrabiał lekcje przy kuchennym stole. Ja kończyłam rozliczenie dla klienta.
Halina powiedziała, że jeśli nie znajdziemy pieniędzy, mogą stracić dom.
Przyjechałam następnego dnia.
Na stole w salonie leżały pisma z banku, wezwania do zapłaty i rachunki. Ojciec wyglądał na człowieka starszego o dziesięć lat.
Damian chodził po pokoju, powtarzając, że wszystko jest przejściowe.
Nie miał jednak żadnego planu.
Zaproponowałam pomoc, ale pod warunkiem pełnej przejrzystości.
Chciałam zobaczyć wszystkie zobowiązania i dokumenty dotyczące nieruchomości.
Matka uznała to za upokarzające.
Damian powiedział, że traktuję ich jak przestępców.
Ojciec milczał.
Dopiero kiedy zapowiedziałam, że bez dokumentów nie przeleję pieniędzy, zgodził się na spotkanie z prawniczką.
Wtedy odkryłyśmy coś niepokojącego.
Dom był obciążony nie tylko kredytem hipotecznym.
Ojciec podpisał również dokumenty dotyczące prywatnej pożyczki, której część przeznaczono na działalność Damiana.
W dodatku w księdze wieczystej znajdowała się wzmianka o wniosku dotyczącym kolejnego zabezpieczenia.
Joanna powiedziała wtedy jasno:
— Jeśli chce pani ratować rodziców, musi pani wiedzieć, czy ratuje ich dom, czy finansuje kolejne ryzykowne decyzje brata.
Nie chciałam zostać właścicielką rodzinnego majątku.
Chciałam tylko zapobiec katastrofie.
Ostatecznie uzgodniliśmy rozwiązanie, które wydawało się wszystkim rozsądne.