Teraz wyglądała na chorą.

— Co pani wie? — zapytałam.

Pokręciła głową.

— Klaudia…

— Nie. Pani to zaczęła. Proszę dokończyć.

Michał stanął obok niej.

— Mama nie zna wszystkiego.

Danuta spojrzała na niego.

— Wiem wystarczająco dużo.

— Przestań.

— Nie, ty przestań. Okłamujesz żonę od jedenastu miesięcy.

Poczułam, jak serce zaczyna bić szybciej.

Jedenaście miesięcy.

Nie kilka tygodni.

Nie jeden błąd.

Prawie rok.

— Jedenaście miesięcy? — powtórzyłam.

Michał przetarł twarz dłonią.

— Tak.

Natalia odezwała się przez telefon.

— Klaudia, proszę, jedź gdzieś, gdzie będziemy mogły spokojnie porozmawiać.

Roześmiałam się bez humoru.

— Mój mąż potajemnie spotyka się z tobą w każdy czwartek od jedenastu miesięcy, mój zmarły ojciec jest w to zamieszany, a moja teściowa o wszystkim wie. Myślę, że na prywatność jest już trochę za późno.

Nikt nie odpowiedział.

Spojrzałam na pozostałych.

Młodszy brat Michała, Paweł, wyglądał na autentycznie zdezorientowanego.

Siostra Danuty, Teresa, była zakłopotana, ale nie zaskoczona.

Zauważyłam to.

— Pani też wiedziała?

Teresa szybko pokręciła głową.

— Nie znałam szczegółów.

— Ale coś pani wiedziała.

Spojrzała na Danutę.

To wystarczyło.

Poczułam się nagle otoczona.

Nie ludźmi.

Wiedzą.

Każda osoba przy tym stole zdawała się posiadać jakiś fragment mojego życia, którego celowo mi nie pokazano.

Oddałam Michałowi telefon.

— Nie. Nie będziemy tego wyjaśniać tutaj.

— Klaudia.

— Wychodzę.

Ruszył za mną.

— Pojadę z tobą.

— Nie.

— Musimy porozmawiać.

— Musimy. Ale nie w domu twojej matki i nie wtedy, kiedy połowa rodziny zastanawia się, które kłamstwo wolno jej przyznać.

Danuta wstała.

— Klaudia, poczekaj.

Odwróciłam się.

Dotknęła policzka, w który ją uderzyłam.

Spodziewałam się kolejnej obelgi.

Zamiast tego powiedziała cicho:

— Cokolwiek dziś usłyszysz, pamiętaj, że Michał myślał, że cię chroni.

Patrzyłam na nią przez chwilę.

— Ludzie zawsze mówią tak po tym, jak uznają, że ktoś inny nie ma prawa znać prawdy.

Wyszłam.


Michał dogonił mnie na podjeździe.

— Klaudia.

Szłam dalej.

— Proszę.

Zatrzymałam się przy samochodzie.

— Co?

Wyglądał na wyczerpanego.

Nie tyle winnego, ile przerażonego.

To mnie niepokoiło.

Znałam Michała, kiedy kłamał w drobnych sprawach. Zaciskał szczękę, mówił za szybko, tłumaczył się zbyt długo.

Teraz drżały mu ręce.

— Pozwól mi prowadzić.

— Nie.

— Trzęsiesz się.

— Ty też.

Spojrzał na dłonie.

Miałam rację.

— Dokąd jedziesz?

— Do Natalii.

Jego twarz się zmieniła.

— Nie jedź tam.

Poczułam zimno.

— Dlaczego?

— Bo nie jest sama.

— Z kim?

Michał spojrzał w stronę domu, a potem na mnie.

— Z twoim ojcem.

Przez kilka sekund byłam przekonana, że źle usłyszałam.

Potem go spoliczkowałam.

Nie tak jak Danutę.

Tamto było odruchem.

To zrobiłam świadomie.

Jego głowa odwróciła się lekko.

Nie próbował się bronić.

— Nie masz prawa mówić mi czegoś takiego, jeśli nie zamierzasz wyjaśnić każdego słowa.

— Wiem.

— Mój ojciec nie żyje.

Michał przełknął ślinę.

— Nie.

Oparłam się o drzwi samochodu.

— Byłeś na jego pogrzebie.

— Wiem.

— Niosłeś jego trumnę.

— Wiem.

— Stałeś obok mnie, kiedy go chowali.

— Wiem.

Każda odpowiedź doprowadzała mnie do większej wściekłości.

— Przestań mówić „wiem”!

Michał spuścił wzrok.

— Twój ojciec żyje.

Patrzyłam na niego.

Światło nad gankiem cicho brzęczało. Za zasłoną poruszyła się sylwetka Danuty.

Nie obchodziło mnie to.

— Od jak dawna wiesz?

— Jedenaście miesięcy.

Znowu ta liczba.

— Czwartki?

— Tak.

— Spotykasz się z nim?

— Tak.

— Z Natalią?

— Tak.

— I nikt nie pomyślał, że jego córka powinna wiedzieć?

— Nie dlatego to ukrywaliśmy.

— Więc dlaczego?

Michał zawahał się.

Otworzyłam drzwi samochodu.

— Jeśli jeszcze raz mnie okłamiesz, wyjadę i nie będziesz wiedział dokąd.

— Nie będę kłamał.

— To mów.

Wziął oddech.

— Twój ojciec najpierw skontaktował się z Natalią.

— Dlaczego z nią?

— Bo nie ufał, że ja zachowam milczenie.

— Powinieneś był mi powiedzieć.

— Chciałem.

— Ale?

— Natalia błagała mnie, żebym tego nie robił.

Oczywiście.

Kolejna osoba podejmująca decyzję za mnie.

— Dlaczego?

Michał potarł kark.

— Bo twój ojciec nie był pewien, czy to bezpieczne.

— Bezpieczne przed czym?

Spojrzał mi prosto w oczy.

— Przed twoją matką.

Zaśmiałam się, ale nie było w tym nic zabawnego.

— Moją matką?

— Tak.

— Tą samą, która przez sześć lat opłakiwała męża?

Nie odpowiedział.

— Mama spała z jego obrączką pod poduszką przez trzy lata.

— Wiem.

— Prawie nie jadła po jego śmierci.

— Wiem.

— Nadal płacze w jego urodziny.

— Wiem.

— Przestań!

Odwrócił wzrok.

Potem powiedział coś, co zmieniło kształt całego wieczoru.

— Twój ojciec twierdzi, że pogrzeb był jej pomysłem.

Zamarłam.

— Co?

— Mówi, że twoja matka zorganizowała historię o jego śmierci.

— To szaleństwo.

— Też tak myślałem.

— A teraz mu wierzysz?

— Wierzę, że coś się wydarzyło.

— To nie to samo.

— Nie.

— Gdzie był przez sześć lat?

— Głównie na zachodzie kraju. W różnych miejscach.