— Jest bezpieczny.
— Widział?
Daniel odpowiedział po chwili:
— Tak.
Łzy pojawiły się w oczach Katarzyny.
— Nie chciałam, żeby dziecko to widziało.
— Co się stało?
Matka spojrzała na niego.
— Oliwia mnie popchnęła.
Daniel poczuł coś ciężkiego w klatce piersiowej.
Mimo zeznań Eryka wciąż istniała w nim mała część, która liczyła na inne wyjaśnienie.
Teraz zniknęła.
— Dlaczego?
Katarzyna poruszyła ustami.
— Bo znalazłam to, czego nie powinnam znaleźć.
— Dokumenty fundacji?
— Nie tylko.
Daniel nachylił się.
— Co znalazłaś?
Katarzyna zamknęła oczy.
— Twojego ojca.
Daniel poczuł ciarki.
— Co masz na myśli?
— Andrzej żyje.
Przez chwilę Daniel patrzył na nią bez słowa.
— Mamo.
— Żyje.
— Byłam na jego pogrzebie.
— Ja też.
— Widziałem trumnę.
— Zamkniętą.
Daniel wstał.
— Nie.
— Daniel.
— Nie.
— Posłuchaj.
— Jedenaście lat mówiłaś mi, że nie żyje.
— Bo tak miałeś myśleć.
Daniel zatrzymał się.
— Ty wiedziałaś?
Katarzyna zaczęła płakać.
— Od początku.
Te dwa słowa zraniły go prawie tak mocno jak wszystko, czego dowiedział się o Oliwii.
— Dlaczego?
Katarzyna patrzyła w sufit.
— Twój ojciec nie zginął w wypadku.
— Więc co się stało?
— Uciekł.
— Przed czym?
— Przed ludźmi, którym był winien pieniądze. Przed prokuraturą. Przede mną. Przed tobą.
Daniel usiadł.
Matka mówiła dalej.
Jedenaście lat wcześniej Andrzej prowadził firmę inwestycyjną.
Rodzina uważała, że rozwija interesy za granicą.
W rzeczywistości część pieniędzy klientów znikała.
Andrzej przesuwał środki między spółkami.
Pokrywał jedne zobowiązania nowymi wpłatami.
Kiedy wszystko zaczęło się rozpadać, upozorował śmierć.
Samochód rzeczywiście rozbił się pod Łodzią.
Ale Andrzeja w nim nie było.
Ciało należało do innego mężczyzny.
— Boże — wyszeptał Daniel.
— Twój ojciec powiedział mi dopiero później.
— I zgodziłaś się?
Katarzyna pokręciła głową.
— Groził, że jeśli go wydam, powie policji, że byłam współwłaścicielką spółki i wiedziałam o wszystkim.
— Wiedziałaś?
— Nie.
— Ale się bałaś.
— Tak.
Daniel odwrócił wzrok.
— Przez jedenaście lat?
— Przez jedenaście lat wysyłał mi wiadomości raz na kilka miesięcy. Potem kontakt się urwał.
— Do teraz.
Katarzyna skinęła głową.
— Sześć miesięcy temu znowu się odezwał.
— Dlaczego?
— Bo skontaktowała się z nim Oliwia.
Daniel poczuł, jak całe jego ciało sztywnieje.
— Moja żona znalazła mojego ojca?
— Tak.
— Jak?
— Nie wiem dokładnie. Podejrzewam, że znalazła stare dokumenty w archiwum spółki.
— Po co go szukała?
Katarzyna spojrzała na niego.
— Potrzebowała człowieka, na którego można przerzucić pieniądze tak, żeby wyglądało, że to stare rodzinne rozliczenia.
Daniel zrozumiał.
— Więc używała go.
— Początkowo.
— A potem?
Matka zawahała się.
— Potem chyba zaczęli działać razem.
Śledczy weszli do domu Daniela tego samego dnia.
Zabezpieczono komputery.
Telefony.
Dokumenty.
Oliwia została zatrzymana do przesłuchania.
Daniel nie próbował jej bronić.
Najbardziej martwił się o Eryka.
Chłopiec prawie się nie odzywał.
Przez dwie noce spał u ciotki Marty.
Trzeciego wieczoru zapytał:
— Mama pójdzie do więzienia?
Daniel długo szukał odpowiedzi.
— Nie wiem.
— Bo powiedziałem?
— Nie.
— Gdybym nic nie powiedział—
— Eryk.
Daniel uklęknął przed nim.
— Spójrz na mnie.
Chłopiec podniósł oczy.
— To, co stanie się z mamą, będzie wynikiem jej decyzji. Nie twoich słów.
— Ale widziałem.
— I powiedziałeś prawdę.
— Mama będzie mnie nienawidzić?
Daniel poczuł ból.
— Mama cię kocha.
— Skąd wiesz?
Nie umiał odpowiedzieć natychmiast.
W końcu powiedział:
— Wierzę, że cię kocha. Ale dorośli mogą kochać i jednocześnie robić rzeczy bardzo złe.
Eryk zaczął płakać.
Daniel przytulił syna.
Po raz pierwszy zrozumiał, że konsekwencje tego, co zrobiła Oliwia, nie skończą się na sprawie karnej.
Jego syn przez lata będzie próbował pogodzić obraz kochającej matki z kobietą, którą zobaczył na schodach.
Przeszukanie domu przyniosło przełom.
W garderobie Oliwii znaleziono podwójne dno w jednej z walizek.
W środku znajdował się pendrive.
Były na nim kopie pełnomocnictw, skany podpisów Daniela, potwierdzenia przelewów i zaszyfrowany folder.
Informatycy otworzyli go po dwóch dniach.
W środku znajdowały się wiadomości.
Setki.
Między Oliwią a mężczyzną podpisującym się jako „A.W.”
Pierwsza wiadomość pochodziła sprzed dziewięciu miesięcy.
Wiem, kim jesteś. Wiem też, że żyjesz.
Odpowiedź:
Nie kontaktuj się ze mną ponownie.
Potem:
Mogę ci pomóc. Ale ty pomożesz mnie.
Stopniowo rozmowy stawały się bardziej konkretne.
Oliwia chciała wykorzystać stare rachunki powiązane z Andrzejem do wyprowadzania pieniędzy z fundacji.
W zamian obiecywała mu regularne przelewy i pomoc w stworzeniu nowej tożsamości.
Andrzej zgodził się.
Później jednak zaczął domagać się więcej.
To moje nazwisko bierze ryzyko. Chcę 40 procent.
Oliwia odpowiedziała:
Dostaniesz 20.
Potem pojawiły się wiadomości o Katarzynie.
Ona coś podejrzewa.
To twoja teściowa. Poradź sobie z nią.
Daniel czytał wiadomości w obecności policji.
Każde zdanie było kolejnym uderzeniem.
Ostatnia wiadomość przyszła w dniu upadku Katarzyny.
Andrzej napisał:
Jeśli jutro pójdzie z tym do Daniela, oboje jesteśmy skończeni.
Oliwia odpowiedziała:
Nie pójdzie.
Tyle.
Dwa słowa.
Nie było bezpośredniego planu.