Dopiero kiedy otworzył pudełko z dokumentami po zmarłym ojcu, zauważył pustą przestrzeń.

Katarzyna przechowywała papiery obsesyjnie porządnie.

Na segregatorze widniała ręcznie napisana etykieta:

FUNDACJA – 2024–2026

Segregator był pusty.

— Ktoś zabrał zawartość — powiedział policjant.

Danielowi przypomniała się brązowa koperta.

— Moja żona była tu wczoraj?

Funkcjonariusz spojrzał na niego.

— Przed wypadkiem?

— Tak.

— Ustalmy to.

W budynku były kamery.

Nagranie pokazało Oliwię wchodzącą do mieszkania Katarzyny o 16:12.

Wyszła o 16:47.

Trzymała coś pod płaszczem.

Wieczorem Katarzyna przyjechała do domu Daniela.

Zaledwie kilka godzin później spadła ze schodów.


Daniel wrócił do domu po południu.

Oliwia siedziała w kuchni.

— Jak ona?

— Nadal nieprzytomna.

— Daniel—

— Byłaś wczoraj u niej.

Oliwia zamarła.

— Tak.

— Nie powiedziałaś policji.

— Nie pytali.

— Zapytali, kiedy ostatnio ją widziałaś.

— Byłam w szoku.

Daniel położył telefon na stole.

Włączył nagranie z kamer.

Oliwia patrzyła, jak sama wychodzi z budynku Katarzyny z czymś schowanym pod płaszczem.

— Co zabrałaś?

— Nic ważnego.

— Co?

— Kopie dokumentów.

— Jakich?

Milczała.

Daniel podszedł bliżej.

— Mój syn mówi, że zepchnęłaś moją matkę ze schodów. Moja matka leży nieprzytomna w szpitalu. A ty właśnie przyznałaś, że kilka godzin wcześniej zabrałaś z jej mieszkania dokumenty.

— Nie zepchnęłam jej.

— Co było w kopercie?

Oliwia zacisnęła szczękę.

— Sprawy fundacji.

— Jakie sprawy?

— Błędy księgowe.

— Czyje?

— Daniel, przestań.

— Czyje?

Oliwia spojrzała mu prosto w oczy.

— Moje.

To był pierwszy moment, w którym przyznała, że Katarzyna rzeczywiście coś znalazła.

Ale Daniel jeszcze nie wiedział, że brakujące pieniądze były najmniejszą częścią tego, co ukrywała.

Bo gdy wieczorem zadzwonił prawnik fundacji, nie zapytał o Katarzynę.

Powiedział:

— Daniel, musisz natychmiast zablokować swoje udziały w spółce.

— Dlaczego?

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Bo ktoś od sześciu miesięcy przenosi część twojego majątku na rachunki kontrolowane przez osobę, której nazwiska nigdy wcześniej nie widziałem.

— Kogo?

Prawnik wymienił nazwisko.

Daniel usiadł.

Nazwisko należało do człowieka, który według jego rodziny nie żył od jedenastu lat.

Jego ojca.

CZĘŚĆ 2

— Powtórz — powiedział Daniel.

— Andrzej Wiśniewski.

— Mój ojciec nie żyje.

— Wiem, co jest w akcie zgonu. Mówię tylko, co widnieje w dokumentach.

Daniel ścisnął telefon.

Jego ojciec zginął jedenaście lat wcześniej w wypadku samochodowym pod Łodzią.

Pogrzeb.

Grób.

Sprawa zamknięta.

Prawnik mówił dalej:

— Część przelewów wykonano przez pełnomocnictwa podpisane twoim nazwiskiem.

— Niczego takiego nie podpisywałem.

— Są twoje podpisy.

— Podrobione.

— Być może. Ale to nie wszystko. Beneficjentem kilku rachunków jest fundacja zagraniczna, której faktycznym reprezentantem widnieje Andrzej Wiśniewski.

Daniel poczuł lodowate zimno.

— To niemożliwe.

— Twoja matka poprosiła mnie trzy dni temu o dyskretne sprawdzenie tych dokumentów.

Daniel zamknął oczy.

Katarzyna wiedziała.

Dlatego przyszła.

Dlatego powiedziała Oliwii, że rano pokaże mu prawdę.

— Gdzie są oryginały?

— Prawdopodobnie miała je twoja matka.

Brązowa koperta.

Daniel wstał.

W tym samym momencie drzwi kuchni się otworzyły.

Oliwia stała w progu.

— Z kim rozmawiasz?

Daniel spojrzał na nią.

— Z człowiekiem, który właśnie powiedział mi, że mój martwy ojciec od pół roku otrzymuje moje pieniądze.

Oliwia przestała oddychać.

I tym razem Daniel już nie miał wątpliwości.

Ona wiedziała.

CZĘŚĆ 3

Przez kilka sekund żadne z nich się nie poruszyło.

Daniel nadal trzymał telefon przy uchu.

Prawnik coś mówił, ale słowa przestały do niego docierać.

Patrzył tylko na Oliwię.

Na jej twarz.

Na sposób, w jaki najpierw chciała zaprzeczyć, potem coś wymyślić, a w końcu najwyraźniej uznała, że nie wie jeszcze, ile Daniel wie.

— Kim on jest? — zapytał.

— Kto?

— Nie rób tego.

— Daniel—

— Mój ojciec.

Oliwia zacisnęła palce na framudze.

— Twój ojciec nie żyje.

— Więc dlaczego jego nazwisko znajduje się na rachunkach?

— Nie wiem.

— Wiesz.

— Nie.

Daniel zakończył rozmowę.

— Mama znalazła dokumenty.

Oliwia milczała.

— Poszłaś do jej mieszkania.

Cisza.

— Zabrałaś papiery.

— Tak.

— Potem przyjechała tutaj.

— Tak.

— Powiedziała, że rano pokaże mi prawdę.

Oliwia spojrzała na niego.

— Ona zawsze chciała mnie zniszczyć.

— Nie pytam, czego chciała moja matka.

Zbliżył się.

— Pytam, dlaczego nazwisko mojego ojca jest w dokumentach.

Oliwia usiadła.

Nagle wyglądała na zmęczoną.

— Bo ktoś użył jego danych.

— Kto?

— Nie wiem.

— Oliwia.

— Nie wiem!

Daniel patrzył.

— Gdzie jest koperta?

— Wyrzuciłam.

— Gdzie?

— Nie pamiętam.

— Policja cię o to zapyta.

Twarz Oliwii stężała.

— Chcesz wezwać policję na własną żonę?

— Policja już prowadzi sprawę.

— Jestem matką twojego syna.

— A moja matka leży w szpitalu.

To zakończyło rozmowę.

Daniel wyszedł.


Katarzyna odzyskała przytomność następnego ranka.

Daniel przyjechał do szpitala natychmiast.

Matka wyglądała na znacznie starszą niż trzy dni wcześniej.

Siniak na skroni.

Usztywniony nadgarstek.

Tlen pod nosem.

Kiedy zobaczyła syna, spróbowała się podnieść.

— Nie.

Daniel usiadł.

— Leż.

Katarzyna zamknęła oczy.

— Eryk?