Nie zadzwoniłam bezpośrednio do Zosi.
Ani do Kuby.
Ani do pozostałych.
Czekałam, aż Agnieszka i Tomasz mnie zaproszą.
— Powinnam była — przyznałam. — Myślałam, że nie wolno mi się narzucać. To był błąd.
Zosia mocniej mnie objęła.
Agnieszka patrzyła na nas ze łzami na twarzy.
Recepcjonistka nadal czekała.
— Rezerwować te pokoje? — zapytała.
Marek odpowiedział pierwszy.
— Tak.
Agnieszka odwróciła się gwałtownie.
— Marek!
— Nie będziemy robić kolejnej sceny.
— Mamy tu dzieci.
— I właśnie dlatego znajdziemy nocleg.
Popatrzył na mnie.
— Helena zapłaciła za ten pobyt. Jest jej. Koniec dyskusji.
Wiedziałam, że powinnam poczuć satysfakcję.
Nie poczułam.
Patrzyłam na wnuki stojące między walizkami i nagle zemsta, która w mojej wyobraźni wydawała się sprawiedliwa, straciła smak.
Nie chciałam karać ich za decyzje rodziców.
Ale nie chciałam też natychmiast ustąpić.
Gdybym teraz powiedziała: „Dobrze, zostańcie wszyscy”, moje dzieci nauczyłyby się dokładnie tego samego, czego uczyły się przez lata.
Że mogą mnie zranić, skłamać, wykorzystać moje pieniądze, a ja i tak na końcu naprawię sytuację.
Nie.
Tym razem konsekwencje miały pozostać konsekwencjami.
— Dzieci mogą zostać ze mną jutro przez cały dzień — powiedziałam. — Możemy zjeść razem obiad, jeśli będą chciały. Ale noclegi organizujecie sami.
Agnieszka spojrzała na mnie, jakbym ją spoliczkowała.
— Czyli naprawdę nas wyrzucasz?
— Nie wyrzucam cię z miejsca, które do ciebie nie należy.
— To semantyka.
— Nie. To granica.
Marek zabrał pierwszą walizkę.
Joanna zrobiła to samo.
Tomasz przez chwilę stał bez ruchu.
Potem podszedł do mnie.
— Mogę jutro przyjechać wcześniej? Sam?
— Po co?
— Chcę ci coś pokazać.
Agnieszka gwałtownie odwróciła głowę.
Znowu ten sam strach.
— Co?
Tomasz spojrzał na nią.
— Dokumenty taty.
— Jakie dokumenty? — zapytałam.
— Te, których Agnieszka nigdy ci nie oddała.
Córka pobladła.
Tym razem nawet Marek znieruchomiał.
— O czym on mówi? — zapytał.
— Tomasz kłamie.
— Nie kłamię.
— Obiecałeś, że tego nie wyciągniesz!
— Bo myślałem, że chodzi tylko o apartament.
Spojrzał na mnie.
— Mamo, tata nie pytał administracji o przepisanie członkostwa dlatego, że chciał dać je nam.
Agnieszka poderwała się.
— Dosyć!
Kilka osób w lobby spojrzało w naszą stronę.
Tomasz jednak nie przestał.
— Chciał zabezpieczyć je przed nami.
Nagle usłyszałam wyłącznie trzask drewna w kominku.
— Co powiedziałeś?
— Jutro ci pokażę.
— Pokaż mi teraz.
— Nie mam tego tutaj.
— Tomasz…
— Mam zdjęcia kilku stron, ale oryginały zostały u Agnieszki.
Spojrzałam na córkę.
— Masz dokumenty ojca?
Milczała.
— Agnieszko?
— Miałam je uporządkować.
— Trzy lata temu.
— Nie skończyłam.
Marek roześmiał się krótko z niedowierzaniem.
— Przez trzy lata?
Agnieszka chwyciła płaszcz.
— Nie będę tu stała i pozwalała wszystkim robić ze mnie złodzieja.
— Nikt nie użył tego słowa — powiedziałam.
Zatrzymała się.
— Ale skoro sama o nim pomyślałaś, jutro przywieziesz wszystko, co należało do ojca.
Nie odpowiedziała.
Odwróciła się i wyszła.
Patrzyłam przez szybę, jak idzie w stronę parkingu.
Tego wieczoru po raz pierwszy od trzech lat weszłam do naszego apartamentu sama nie dlatego, że ktoś mnie tam nie chciał, ale dlatego, że sama tak zdecydowałam.
Zapaliłam lampkę obok fotela Janusza.
Przez długi czas patrzyłam na puste miejsce naprzeciwko.
— Co ty przede mną ukrywałeś? — wyszeptałam.
Oczywiście nie odpowiedział.
Następnego ranka Tomasz zjawił się o ósmej trzydzieści.
Bez Agnieszki.
Położył telefon na stole.
— Zrobiłem te zdjęcia, kiedy pomagałem jej przenosić dokumenty.
Na ekranie zobaczyłam odręczne notatki Janusza.
Rozpoznałabym jego pismo wszędzie.
Pierwsza kartka dotyczyła członkostwa.
„Helena pozostaje jedyną właścicielką. Nie zmieniać bez jej wyraźnej decyzji.”
Druga była bardziej niepokojąca.
„A. znów pytała o przekazanie praw dzieciom. Wyjaśniłem, że to nasza decyzja, nie jej.”
Poczułam, jak serce zaczyna bić szybciej.
— Kiedy to napisał?
— Rok przed śmiercią.
Kolejna notatka:
„T. uważa, że po naszej śmierci wszystko powinno zostać po połowie. Oczywiście. Ale dopiero po naszej śmierci. Muszę porozmawiać z nimi o granicach.”
Spojrzałam na syna.
— Ty też pytałeś?
Nie uciekł wzrokiem.
— Tak.
— Dlaczego?
— Miałem problemy finansowe.
— Jakie?
Westchnął.
Okazało się, że kilka lat wcześniej jego firma niemal upadła. Janusz pożyczył mu pieniądze.
Nigdy mi o tym nie powiedział.
— Ile?
— Osiemdziesiąt tysięcy.
Usiadłam.
Nie dlatego, że kwota była ogromna.
Dlatego, że mój mąż zachował przede mną coś tak ważnego.
— Oddałeś?
— Większość.
— Większość?
— Zostało około dwudziestu tysięcy, kiedy tata zmarł.
— I co się stało z długiem?
Tomasz długo milczał.
— Agnieszka znalazła umowę pożyczki.
Już wiedziałam, że nie spodoba mi się dalszy ciąg.
— I?
— Powiedziała, że jeśli nie będę komplikował spraw z ośrodkiem, nie pokaże ci dokumentu.
Patrzyłam na niego bez słowa.
— Pozwoliłeś jej mnie izolować, żeby ukryć dwadzieścia tysięcy długu?
Zbladł.
— Kiedy tak to mówisz…
— A jak mam to powiedzieć?
— Bałem się. Firma dopiero wychodziła na prostą. Joanna nie wiedziała. Mieliśmy kredyt.
— Więc wybrałeś siebie.