Teraz rozumiał, dlaczego Grzegorz tak bardzo bał się nagrania.

Przemoc nie była jedynym sekretem ukrytym w tej rezydencji.

Chodziło również o pieniądze, władzę i kontrolę nad kobietą, którą Grzegorz uważał za przeszkodę.

— Zosiu, muszę cię o coś zapytać — powiedział po chwili. — Czy chcesz, żebyśmy zgłosili wszystko odpowiednim organom?

Dziewczyna spojrzała na niego.

— Tak. Ale nie chcę już tam wracać.

— Nie będziesz musiała.

Roman usiadł obok niej.

— A teraz najważniejsze. Nie musisz podejmować wszystkich decyzji dzisiaj. Będziemy działać krok po kroku.

Zofia położyła głowę na jego ramieniu.

Po raz pierwszy od wielu miesięcy zasnęła bez obawy, że ktoś zaraz otworzy drzwi.

Rozdział 3. Nagranie

Tego samego dnia prawniczka Romana, Anna Radecka, przyjechała do domu nad jeziorem.

Towarzyszył jej specjalista, który zabezpieczył dane z uszkodzonego telefonu. Ekran był pęknięty, ale pamięć urządzenia pozostała nienaruszona.

Nagranie zaczynało się kilka minut przed wejściem Romana do rezydencji.

Na ekranie pojawił się Grzegorz, stojący nad Zofią.

Słychać było jego głos.

— Podpiszesz dokumenty, a potem przestaniesz zadawać pytania.

— Nie podpiszę czegoś, czego nie rozumiem — odpowiedziała Zofia.

— Nie masz pojęcia, jak działa ten świat.

— To są moje pieniądze.

Grzegorz roześmiał się pogardliwie.

— Twoje? Wszystko, co masz, zawdzięczasz mnie.

Zofia próbowała wstać.

Grzegorz złapał ją za ramię i popchnął na podłogę.

Potem sięgnął po pasek.

Anna zatrzymała nagranie.

— Wystarczy. Resztę zabezpieczymy dla śledczych.

Roman zacisnął dłonie.

— Chcę, żeby odpowiedział za to, co zrobił.

— I będzie miał możliwość odpowiedzieć przed właściwymi organami — odparła prawniczka. — Ale musimy zachować spokój. Nie możemy pozwolić, żeby emocje doprowadziły do błędów, które utrudnią postępowanie.

Roman skinął głową.

Wiedział, że miała rację.

Nie chciał budować sprawy na zemście. Chciał, by dowody mówiły same za siebie.

Anna otworzyła drugi plik.

— To jednak nie wszystko. W telefonie znaleźliśmy wiadomości, które mogą wyjaśnić motyw.

Na ekranie pojawiła się rozmowa Grzegorza z nieznanym numerem.

Gdy Zofia podpisze pełnomocnictwo, Borkowski nie będzie mógł już blokować transakcji.

Kolejna wiadomość brzmiała:

Jeśli odmówi, trzeba doprowadzić do tego, żeby wszyscy uznali ją za osobę niezdolną do samodzielnego podejmowania decyzji.

Roman spojrzał na prawniczkę.

— Kto jest właścicielem tego numeru?

— Sprawdzamy to. Na razie nie możemy przesądzać, kto stoi za całą operacją.

Wtedy do pokoju weszła Zofia.

— Ja wiem, kto to jest.

Wszyscy odwrócili się w jej stronę.

— To nieznajomy, który przychodził do Grzegorza w każdy czwartek — wyjaśniła. — Nazywał go wspólnikiem. Raz słyszałam, jak Grzegorz powiedział, że bez niego nigdy nie zdobyłby dostępu do dokumentów twojej firmy.

Roman wymienił spojrzenie z Anną.

Nazwisko podejrzanego pojawiło się już wcześniej w audycie wewnętrznym.

Tomasz Krawiec.

Dyrektor finansowy jednej ze spółek należących do Borkowski Group.

Człowiek, któremu Roman ufał od dwunastu lat.

Rozdział 4. Człowiek z drugiej strony stołu

Tomasz Krawiec przyjechał do siedziby Borkowski Group następnego ranka, przekonany, że uczestniczy w zwyczajnym spotkaniu dotyczącym planowanej inwestycji.

Kiedy wszedł do sali konferencyjnej, zobaczył Romana siedzącego na końcu stołu.

Obok niego znajdowała się Anna Radecka.

Na ekranie wyświetlono kopię wiadomości z telefonu Zofii.

Tomasz zatrzymał się w drzwiach.

— Romanie, co to ma znaczyć?

— Usiądź, Tomaszu.

— Mam za chwilę spotkanie z zarządem.

— Nie będziesz miał żadnego spotkania, dopóki nie wyjaśnisz swojej korespondencji z Grzegorzem Wilczkiem.

Tomasz spojrzał na ekran.

Przez sekundę jego twarz pozostała nieruchoma.

Potem się uśmiechnął.

— To jakiś absurd. Ktoś próbuje mnie wrobić.

Anna przesunęła w jego stronę kopię dokumentu.

— To pana podpis znajduje się pod wnioskiem o zmianę struktury własnościowej spółki zależnej. Wniosek zawiera również pełnomocnictwo, którego autentyczność budzi poważne wątpliwości.

— To dokument roboczy.

— W takim razie nie powinien pan mieć problemu z wyjaśnieniem, dlaczego został przesłany do zewnętrznego podmiotu jako dokument zatwierdzony.

Tomasz przestał się uśmiechać.

Roman pochylił się nad stołem.

— Pracowałeś dla mnie przez dwanaście lat. Powierzyłem ci dostęp do informacji, których nie znała nawet moja rodzina. Dlaczego?

Tomasz przez dłuższą chwilę milczał.

W końcu powiedział:

— Grzegorz obiecał mi udziały w nowej spółce. Miałem pomóc mu przejąć kontrolę nad funduszem, a potem mieliśmy wspólnie zarządzać inwestycjami.

— Kosztem mojej córki?

— Nie wiedziałem, że ją bije!

— Ale wiedziałeś, że próbował pozbawić ją prawa do samodzielnego decydowania o własnych pieniądzach.

Tomasz odwrócił wzrok.

— To miała być tylko formalność.

Roman wstał.

— Właśnie tak ludzie usprawiedliwiają najgorsze rzeczy. Nazywają je formalnością, procedurą albo interesem. Dopóki nie muszą spojrzeć w oczy człowiekowi, którego skrzywdzili.

Spotkanie zakończyło się przekazaniem dokumentów prawnikom i zawieszeniem Tomasza w obowiązkach. Dalsze ustalenia pozostawiono niezależnym śledczym.

Roman nie triumfował.

Nie cieszył się, że odkrył spisek.

Czuł jedynie ciężar świadomości, że przez lata otaczał się ludźmi, którzy potrafili wykorzystywać jego zaufanie do własnych celów.

Jednak najważniejsza walka nie toczyła się już w sali konferencyjnej.

Toczyła się o to, by Zofia mogła odzyskać własne życie.

Rozdział 5. Powrót do rezydencji

Minęły trzy miesiące.