ofia kuliła się przy jasnej kanapie, próbując osłonić kark obiema rękami.
Łzy spływały jej po policzkach, ale nawet nie próbowała już wstawać.
Nad nią stał Grzegorz Wilczek.
W prawej dłoni trzymał skórzany pasek.
— W końcu nauczysz się słuchać — powiedział zimno.
Uniósł rękę.
Zofia zamknęła oczy.
Uderzenie jednak nie nadeszło.
Zamiast niego w całym holu rezydencji rozległ się huk.
Podwójne drzwi wejściowe otworzyły się z taką siłą, że odbiły się od ścian.
— Odsuń się od mojej córki!
Grzegorz zamarł.
Do środka wszedł Roman Borkowski.
Sześćdziesięcioletni mężczyzna w ciemnym płaszczu, który jeszcze kilka minut wcześniej miał spokojnie uczestniczyć w rodzinnej kolacji. Teraz szedł przez marmurowy hol z twarzą tak nieruchomą, że nawet stojąca pod schodami Klara przestała oddychać.
Grzegorz opuścił rękę.
Pasek wypadł mu z dłoni i uderzył o marmur.
Roman zatrzymał się przed nim.
— Uderzyłeś moją córkę?
Grzegorz milczał.
Roman zrobił krok bliżej.
— Pytam drugi raz.
— To nie wygląda tak, jak pan myśli.
— Więc pokaż mi, jak wygląda.
Grzegorz otworzył usta, ale nie zdążył odpowiedzieć.
Roman uderzył go pięścią.
Grzegorz zatoczył się i runął na sofę.
— Stop! — krzyknęła Klara.
Stała obok schodów z obiema dłońmi zasłaniającymi usta.
Roman nawet na nią nie spojrzał.
Odwrócił się do Zofii.
Natychmiast uklęknął.
— Zosiu.
Dziewczyna uniosła twarz.
Miała dwadzieścia siedem lat, ale w tej chwili wyglądała jak dziecko, które za długo próbowało być dzielne.
— Tato… proszę. Zabierz mnie do domu.
Romanowi zadrżała szczęka.
— Zabiorę.
Zofia spojrzała w bok.
Na podłodze leżał czarny telefon.
Ekran był rozbity.
— To nagrało wszystko — wyszeptała.
Roman sięgnął po urządzenie.
Na ekranie wciąż migotała ikona nagrywania.
Podniósł wzrok na Grzegorza, który próbował się podnieść.
Roman wstał.
Drugi cios posłał go z powrotem na kanapę.
Tym razem Grzegorz już się nie ruszył.
Roman wyjął z kieszeni małe radio.
Klara patrzyła na niego z niedowierzaniem.
Nigdy wcześniej go z nim nie widziała.
Roman nacisnął przycisk.
— Kod Czarny.
Po drugiej stronie odpowiedział krótki głos.
— Przyjęto.
Kilka sekund później za wielkimi oknami rezydencji poruszyły się światła.
Żelazna brama wjazdowa otworzyła się.
Pierwszy czarny SUV wjechał na teren posiadłości.
Za nim drugi.
Potem trzeci.
I czwarty.
Samochody jeden po drugim sunęły długim podjazdem, okrążały ozdobną rabatę i zatrzymywały się przed głównym wejściem.
Klara pobladła.
— Roman… co ty robisz?
Nie odpowiedział.
Zofia chwyciła go za rękaw.
— Tato…
Roman spojrzał na córkę.
— Od tej chwili nikt już cię nie uciszy.
Drzwi pierwszego SUV-a otworzyły się.
Wysiadł z niego mężczyzna, którego Grzegorz znał aż za dobrze.
I dopiero wtedy na twarzy Grzegorza pojawił się prawdziwy strach.
Dziękuję, że dotarliście aż tutaj. 🙌📖 To dopiero początek… Część 2 znajduje się już w komentarzach. 👇🔥 Jeśli jej nie widzicie, kliknijcie „Wyświetl wszystkie komentarze”