Vivian nawet tego nie zauważyła. Kontynuowała rozmowę, odwróciła się plecami, a gdy chwilę później zorientowała się, że na nadgarstku czegoś jej brakuje, wpadła w panikę. Obejrzała się, zobaczyła mnie – spokojną, stojącą najbliżej – i postanowiła zrzucić winę na pierwszą lepszą osobę, żeby nie przyznać się przed swoimi bogatymi przyjaciółkami do własnej nieostrożności.

Co więcej, na nagraniu widać było dokładnie moment, w którym Vivian uderzyła mnie w twarz. Każdy kąt, każdy szczegół, każdy dźwięk – wszystko zostało zarejestrowane w krystalicznej jakości.

W pokoju zapanował absolutny szok. Przyjaciółki Vivian patrzyły na nią z przerażeniem i obrzydzeniem. – Vivian… Ty… ty wiedziałaś? – wykrztusiła jedna z nich. – Ty to zgubiłaś do własnej torby?!

Vivian zbladła jak ściana. Jej usta drżały, próbowała coś wykrztusić, ale z jej gardła wydobywały się jedynie bezdźwięczne stęknięcia. – To… to pomyłka… ja… ja po prostu byłam pod wpływem emocji… – Emocji? – Daniel zaśmiał się gorzko, a w tym śmiechu nie było ani grama wesela. – Zniszczyłaś psychicznie kobietę w ósmym miesiącu ciąży, doprowadziłaś ją do skurczów przedwczesnych, publicznie ją zniesławiłaś, naruszyłaś jej nietykalność cielesną i próbowałeś wrobić w przestępstwo zagrożone wieloletnim więzieniem tylko po to, żeby ukryć własną głupotę przed swoimi próżnymi znajomymi?

W tej samej sekundzie przez drzwi weszło czterech policjantów w pełnym ekwipunku, wezwanych przez menedżera budynku na bezpośrednie polecenie Torresa. – Panie Torres, wezwał nas pan… – zaczął dowódca patrolu, po czym natychmiast zamilkł, widząc twarz właściciela centrum. – Aresztować tę kobietę – Daniel wskazał palcem na Vivian. – Nazwisko: Vivian Lancaster. Zarzuty: fałszywe oskarżenie, naruszenie nietykalności cielesnej, publiczne zniesławienie, narażenie życia i zdrowia kobiety w ciąży oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Przejrzę osobiste nagrania z monitoringu ze wszystkimi prawnikami Torres Holdings. Chcę, aby usłyszała maksymalny wymiar kary przewidziany przez prawo.

– Proszę pana! Proszę panu wybaczyć! – Vivian zaczęła szlochać, rzucając się naprzód, ale policjanci błyskawicznie złapali ją za ramiona, zakładając kajdanki. – Zabierzcie ją stąd. Nie chcę jej widzieć w polu widzenia ani w tym mieście, dopóki sąd nie wyda wyroku – powiedział Daniel twardym, stalowym głosem.

Gdy policja wyprowadzała rozhisteryzowaną Vivian oraz jej zszokowane przyjaciółki, które natychmiast odcięły się od jej zachowania, Daniel natychmiast kucnął przy mnie.

– Charlotte… kochanie, jak się czujesz? Brzuch nadal twardnieje? – jego głos drżał z troski, całkowicie różniąc się od lodowatego tonu, jakim przemawiał do Vivian chwilę wcześniej. – Już… już trochę lepiej, gdy jesteś tutaj – wyszeptałam, ocierając łzy z policzków. – Ale brzuch wciąż boli.

– Jedziemy do szpitala. Natychmiast – zdecydował, biorąc mnie na ręce w stylu panieńskim, nie zważając na obecność ochronierzy ani gapiów, którzy gromadzili się za oszklonymi drzwiami korytarza.

Lekarze w prywatnej klinice należącej do sieci medycznej Torresa przyjęli nas natychmiast. Po serii badań i podaniu kropli rozkurczowych lekarz prowadzący uśmiechnł się uspokajająco. – Pani Charlotte, ma pani silny organizm, a malutka jest prawdziwą wojowniczką. Skurcze ustały, ale musi pani spędzić najbliższe dwa dni w absolutnym spokoju. Żadnego stresu, żadnych emocji.

Gdy położna pomogła mi się ułożyć w komfortowej, prywatnej sali VIP z widokiem na rozświetloną panoramę miasta, Daniel usiadł na krześle tuż obok mojego łóżka, ujmując moją dłoń w swoje obie ręce. Jego kciuk delikatnie gładził wierzch mojej dłoni.

– Przepraszam cię, Charlotte – zaczął cicho, a w jego oczach widać było głębokie poczucie winy. – Powinienem był od razu ogłosić światu, kim dla mnie jesteś. Chciałem cię chronić przed blaskiem reflektorów, przed mediami, przed tym całym bagnem… a w efekcie naraziłem cię na coś takiego. To moja wina.

Ścisnęłam jego dłoń, czując ciepło, które rozchodziło się po moim ciele. – Nie mogłeś przewidzieć, że trafię na kogoś tak bezmyślnego, Daniel. Ważne, że jesteś. I… że nas ochroniłeś.

Daniel uśmiechnł się blado, po czym pochylił się i delikatnie pocałował mnie w czoło, a potem z czułością dotknął mojego dużego, ciążowego brzucha. – Od jutra zmienia się wszystko – powiedział stanowczo, ale z ogromną czułością. – Koniec z ukrywaniem się. Jutro rano oficjalnie ogłosimy nasze małżeństwo i ciążę. A co do tej kobiety… – jego twarz na sekundę stężała – prawnicy Torres Holdings dopilnują, aby Vivian Lancaster zapłaciła najwyższą możliwą cenę za to, co zrobiła mojej rodzinie. Nigdy więcej nikt nie odważy się skrzywdzić nikogo z Was.

Spojrzałam przez okno na migoczące światła wielkiego miasta, które rozciągało się u naszych stóp. Przez lata chciałam żyć cicho, z dala od zgiełku i zainteresowania mediów. Ale w tej chwili, trzymają wiedząc, że obok mnie stoi mężczyzna, który dla nas gotów byłby poruszyć niebo i ziemię, zrozumiałam jedno: prawdziwe bezpieczeństwo nie polega na ukrywaniu się przed światem, ale na posiadaniu kogoś, kto w środku największej burzy staje się twoją niewzruszoną twierdzą.

Nasz wspólny rozdział dopiero się zaczynał – i tym razem żaden wróg, żaden skandal i żadna kłamczucha nie mogły nas już rozdzielić.

Czy chciałabyś dopisać coś jeszcze do tej historii, czy może skupić się na innym wątku?