— Problem polega na tym, że część działek nie należy do tych spółek.
— Co?
— Umowy oparto na dokumentach, które mogą być sfałszowane.
Poczułam ciężar w żołądku.
— Paweł wpłacił zaliczki?
— Trzydzieści dwa miliony.
Musiałam usiąść.
— Bez rady?
— Użył awaryjnego pełnomocnictwa inwestycyjnego.
— Które dałam mu podczas pandemii.
— Tak.
Kolejny kawałek zaufania wykorzystany jako narzędzie.
— Możemy odzyskać pieniądze?
— Nie wiemy.
— Gdzie są?
— Część wyszła za granicę.
Anna spojrzała na mnie.
— Wiedziałam, że jest źle.
— Nie aż tak.
— Nie.
Audytor zamknął teczkę.
— Jest jeszcze coś.
Zaczynałam nienawidzić te słowa.
— Mów.
— Pan Paweł wykupił polisę na życie żony.
Anna zesztywniała.
— Co?
— Osiem miesięcy temu.
— Na jaką kwotę?
Audytor zawahał się.
— Pięć milionów złotych.
W pomieszczeniu zrobiło się cicho.
— Beneficjent?
— Paweł Majewski.
Anna patrzyła na dokument.
— Nic nie podpisywałam.
— Ubezpieczyciel ma zgodę elektroniczną.
— Fałszywą?
— Sprawdzamy.
Popatrzyłam na Annę.
Jej twarz straciła kolor.
— On powiedział ostatnio…
— Co?
— Podczas kłótni.
— Co powiedział?
— „Czasem ludzie mają wypadki, kiedy robią głupie rzeczy.”
Poczułam zimno.
— Kiedy?
— Dwa tygodnie temu.
— Dlaczego nie powiedziałaś policji?
— Myślałam, że straszy.
— Teraz powiesz.
Paweł został zatrzymany następnego dnia.
Nie za przemoc.
Nie bezpośrednio za polisę.
Za podejrzenie fałszowania dokumentów finansowych, działania na szkodę spółki i próbę nielegalnego rozporządzania udziałami.
Kiedy funkcjonariusze wyprowadzali go z siedziby firmy, media już czekały.
Ktoś przeciekł informację.
Zobaczyłam obraz w telewizji.
Mój syn.
Marynarka.
Kajdanki zasłonięte kurtką zgodnie z procedurą.
Nie poczułam ulgi.
Nie satysfakcję.
Zrobiło mi się niedobrze.
Wyłączyłam ekran.
Anna siedziała obok.
— Możesz płakać.
— Nie chcę.
— To nie znaczy, że go bronisz.
Spojrzałam.
Znów ona.
Znów musiała mi przypominać rzeczy, które ja powinnam mówić jej.
Rozpłakałam się.
— To mój syn.
— Wiem.
— Gdzie popełniłam błąd?
— Krystyno.
— Co zrobiłam?
— To nie jest pytanie, na które jedna osoba może odpowiedzieć.
— Wychowałam go.
— Tak.
— Może za dużo mu wybaczałam.
Anna długo milczała.
— Możliwe.
To była dobra odpowiedź.
Nie „to nie twoja wina”.
Nie pocieszenie.
Prawda.
— Pamiętam, jak miał szesnaście lat i uderzył chłopaka w szkole — powiedziałam.
— Co zrobiłaś?
— Załatwiłam, żeby go nie wyrzucono.
— Dlaczego?
— Bałam się, że zniszczy sobie przyszłość.
— Rozumiem.
— W wieku dwudziestu dwóch lat spowodował wypadek po alkoholu.
Anna spojrzała.
— Nie wiedziałam.
— Zapłaciłam za prawnika.
— Czy ktoś ucierpiał?
— Na szczęście nie.
— Co dostał?
— Zakaz prowadzenia na rok. Karę w zawieszeniu.
— A w firmie?
— Ojciec dał mu pracę pół roku później.
Anna milczała.
— Całe życie nazywaliśmy ratowaniem go miłością.
— Tak.
— Może nauczyliśmy go, że konsekwencje są dla innych.
Anna nie odpowiedziała.
Nie musiała.
Daria Lewicka pojawiła się po tygodniu.
Sama.
Chciała rozmawiać z prokuratorem.
Potem ze mną.
Nie chciałam.
Anna powiedziała:
— Ja chcę.
Spotkałyśmy się we trzy w kancelarii Jakuba.
Daria miała trzydzieści pięć lat.
Nie była demoniczną kochanką z opowieści Pawła.
Wyglądała na zmęczoną.
— Wiedziałaś o mnie? — zapytała Anna.
Daria przytaknęła.
— Tak.
— O dzieciach?
— Tak.
— Jak długo byliście razem?
— Półtora roku.
Anna zamknęła oczy.
— Wiedziałaś, że mnie bije?
Daria zamarła.
— Nie.
Anna spojrzała na nią.
— Nigdy?
— Powiedział, że jesteś agresywna wobec niego.
Prawie się roześmiałam.
Ten sam schemat.
— Pokazywał mi zadrapania — powiedziała Daria.
Anna wyglądała, jakby nie wierzyła.
— Zadrapania?
— Mówił, że go atakujesz.
Anna odwróciła twarz.
— Raz podrapałam go, kiedy trzymał mnie za szyję.
Daria zakryła usta.
— Boże.
— I tym zdjęciem udowadniał ci, że jest ofiarą.
— Tak.
Paweł budował wiele wersji tej samej historii.
Dla matki Anna była niestabilna.
Dla kochanki agresywna.
Dla dzieci chciała rozbić rodzinę.
Dla firmy nadmiernie emocjonalna.
W każdej wersji on był człowiekiem próbującym opanować chaos.
— Co wiesz o pieniądzach? — zapytałam.
Daria spojrzała na mnie.
— Dużo.
— Dlaczego przyszłaś?
— Bo powiedział mi, że jeśli sprawa wyjdzie, wszystko zrzuci na mnie.
Nie byłam zaskoczona.
— Czyli dopóki chronił ciebie, milczałaś.
— Tak.
— Uczciwe.
Daria spuściła głowę.
— Nie oczekuję wybaczenia.
Anna powiedziała:
— Nie dostaniesz go dzisiaj.
— Rozumiem.
— Mów.
I zaczęła.
Paweł planował wyprowadzić pieniądze przez projekt wrocławski.
Zaniżyć wartość udziałów.
Doprowadzić firmę do kryzysu płynności.
Potem pojawić się jako człowiek, który „ratuje” spółkę za pomocą inwestora kontrolowanego przez Artura Wronę.
W zamian miał otrzymać ukryty pakiet udziałów w zagranicznej spółce.
— Chciał przejąć firmę — powiedziałam.
— Tak.
— Ode mnie.
Daria spojrzała na mnie.
— Powiedział, że pani i tak jest za stara, żeby zarządzać.
Miałam sześćdziesiąt cztery lata.
Zaśmiałam się.
— Cudownie.
— Przepraszam.
— To nie twoje słowa.
Daria zawahała się.
— Jest jeszcze polisa.
Anna zesztywniała.
— Co o niej wiesz?