— Tak.

Spojrzał na Annę.

— Wszystko?

— Wszystko.

Anna zamarła.

— Krystyno…

— Co?

— Jeśli zgłosimy pieniądze, Paweł może pójść do więzienia.

— Wiem.

— Jest ojcem moich dzieci.

— Wiem.

— Nie chcę, żeby kiedyś powiedziały, że zniszczyłam im tatę.

To było zdanie, które chyba każdy sprawca liczy, że ktoś wypowie za jego ofiarę.

— Aniu.

— Tak?

— Twój mąż dokonał własnych wyborów.

Płakała.

— Ale dzieci…

— Nie będziemy kłamać o nim.

— Nie chcę też nastawić ich przeciwko niemu.

— Nie musimy.

— Jak?

— Powiemy prawdę odpowiednią do ich wieku.

— A jeśli go nadal będą kochać?

— Będą.

Spojrzała na mnie.

— I to będzie w porządku.

Anna zaczęła płakać jeszcze mocniej.

— Jak możesz tak mówić?

— Bo ja też nadal go kocham.

To była najtrudniejsza prawda.

Kochałam Pawła.

Był moim synem.

Pamiętałam jego pierwsze kroki.

Gorączkę w wieku pięciu lat.

Maturę.

Dzień ślubu.

Miłość nie zniknęła tylko dlatego, że dowiedziałam się, co zrobił.

Ale przestałam mylić miłość z ochroną przed konsekwencjami.


Paweł zadzwonił o jedenastej.

Nie odebrałam.

Napisał:

„Musimy porozmawiać bez Anny.”

Usunęłam.

Druga wiadomość:

„Ona manipuluje tobą.”

Trzecia:

„Nie rób niczego z firmą, dopóki nie wyjaśnię.”

To zdanie powiedziało mi wszystko.

Nie:

„Martwię się o dzieci.”

Nie:

„Przepraszam za wczoraj.”

Firma.

Natychmiast zadzwoniłam do banku.

Zablokowałam wszystkie pełnomocnictwa Pawła.

Jakub przygotował zwołanie rady nadzorczej.

Dostępy do głównych rachunków zostały ograniczone.

O 12:40 Paweł pojawił się przy bramie.

Ochrona zadzwoniła.

— Pani Krystyno, pan Paweł chce wejść.

— Nie.

— Mówi, że ma prawo.

— Dom należy do mnie.

— Rozumiem.

Pięć minut później zadzwonił.

Tym razem odebrałam.

— Otwórz bramę.

— Nie.

— Mamo.

— Nie.

— Co ona ci pokazała?

— Wystarczająco.

Cisza.

— Mogę wyjaśnić.

— Policji.

— Naprawdę?

— Tak.

— Chcesz wysłać własnego syna do więzienia?

— Nie.

— Więc co robisz?

— Przestaję cię przed tym chronić.

Rozłączyłam się.


Przez następne trzy dni wszystko przyspieszyło.

Anna dostała tymczasowy zakaz zbliżania.

Zabrała dzieci do mnie.

Lena wróciła z nocowania i nie rozumiała, dlaczego ojciec nie może przyjechać.

Michał wiedział więcej.

Zbyt dużo.

Siedzieliśmy w salonie.

Anna powiedziała:

— Tata i ja mamy poważne problemy.

Lena spojrzała na brata.

— Znowu?

Anna zamarła.

— Co znaczy „znowu”?

Dziewczynka spuściła wzrok.

— Jak się kłócicie.

— Słyszysz?

— Czasem.

Anna zaczęła płakać.

Lena zrobiła się przerażona.

— Mamo, przepraszam.

— Za co?

— Że słyszałam.

Anna przyciągnęła ją do siebie.

— Nigdy nie przepraszaj za to, co ktoś zrobił przy tobie.

Michał patrzył w okno.

— Tata pójdzie do więzienia?

Nikt nie odpowiedział od razu.

— Nie wiem — powiedziałam.

— Babciu.

— Naprawdę nie wiem.

— A jeśli pójdzie, to przez ciebie?

To zabolało.

Ale nie tak, jak spodziewałam się.

— Nie.

— Zadzwoniłaś na policję.

— Tak.

— Mama daje im nagrania.

— Tak.

— To przez was.

Anna wyglądała, jakby została uderzona.

Wstałam.

— Michał, chodź ze mną.

Poszliśmy do biblioteki.

— Jesteś na mnie zły?

— Nie wiem.

— Możesz być.

— On jest moim tatą.

— Wiem.

— Zrobił złe rzeczy.

— Tak.

— Ale czasem jest dobry.

— Wierzę.

— Zabiera mnie na mecze.

— Wiem.

— Pomógł mi, jak oblałem matematykę.

— Wiem.

— Jak może być taki i taki?

To było pytanie siedemnastolatka.

I pytanie, które wielu dorosłych nigdy nie umie sobie zadać.

— Bo ludzie nie są jedną rzeczą.

— Czyli jest dobry?

— Nie powiedziałam tego.

— Zły?

— Nie będę go definiować jednym słowem.

— To bez sensu.

— Wiem.

— To co mam myśleć?

Usiadłam obok.

— Że twój tata zrobił rzeczy, które były złe. Bardzo złe. I że odpowiada za nie. Możesz go kochać i jednocześnie uważać, że to, co zrobił, było niedopuszczalne.

Michał płakał.

— A jak chcę go zobaczyć?

— Jeśli prawo i twoja mama na to pozwolą, zobaczysz.

— Nie każesz mi go nienawidzić?

— Nigdy.

Wtulił twarz w dłonie.

— On mówił, że mama chce nas zabrać.

— Wiem.

— Wierzyłem.

— Byłeś dzieckiem w środku konfliktu.

— Mam siedemnaście lat.

— Nadal jesteś ich dzieckiem.


Audyt rozpoczął się następnego tygodnia.

To, co Anna znalazła, było zaledwie fragmentem.

Paweł przez cztery lata podpisywał umowy z firmami, które świadczyły niewielkie albo żadne usługi.

Łączna kwota przekroczyła jedenaście milionów złotych.

Daria Lewicka była udziałowcem dwóch spółek.

Trzecią kontrolował jej brat.

Czwarta prowadziła do człowieka nazwiskiem Artur Wrona.

Nie znałam go.

Jakub znał.

— Były partner Pawła z uczelni.

— Dlaczego go nie kojarzę?

— Pokłócili się dwadzieścia lat temu.

— O co?

— Nie wiem.

Anna spojrzała na dokument.

— Paweł spotykał się z nim.

— Kiedy?

— Regularnie. Mówił, że to konsultant.

— Znasz temat?

— Inwestycja pod Wrocławiem.

Majewski Development planowało wielkie osiedle.

Wartość projektu: prawie dwieście milionów.

Wrona miał kontrolować grunty poprzez sieć spółek.

Audytor spojrzał na nas.