Znajdowały się tam wiadomości służbowe, projekty dokumentów i zestawienie przelewów.

Nie wszystkie materiały dotyczyły mnie.

Część wskazywała na podejrzane operacje finansowe prowadzone przez Wiktora w firmie.

Marta przeglądała je powoli.

— Tego nie powinniśmy analizować samodzielnie bez odpowiedniego zabezpieczenia — powiedziała. — Materiały mogą być istotne dla kontroli wewnętrznej i postępowania karnego.

Aleksander milczał.

Jego twarz stawała się coraz bardziej surowa.

— Czy Wiktor okradał pana firmę? — zapytałam.

— Jeszcze tego nie wiemy — odpowiedział.

Ale jego głos zdradzał, że podejrzenia są poważne.

Później dowiedziałam się, że Wiktor od miesięcy znajdował się pod presją.

Zaciągnął prywatne zobowiązania, których nie potrafił spłacić.

Żył ponad stan.

Wynajmował luksusowe apartamenty podczas rzekomych podróży służbowych. Kupował Monice kosztowne prezenty. Finansował przyjęcia, których celem było podtrzymywanie wizerunku człowieka sukcesu.

A kiedy pojawiła się możliwość dostępu do mojego majątku, zobaczył w niej ratunek.

Nie dla rodziny.

Dla siebie.

Po tygodniu wróciłam z Michałem do domu.

Nie do naszego dawnego domu.

Aleksander zaproponował mi zamieszkanie w jednym z jego mieszkań w Gdańsku.

Początkowo odmówiłam.

Nie chciałam być zależna od człowieka, którego dopiero poznawałam.

Ale powrót do miejsca, w którym niemal umarłam, wydawał się nie do zniesienia.

Ostatecznie zgodziłam się na tymczasowy wynajem, którego warunki zostały zapisane w prostej umowie.

Aleksander nie protestował, kiedy nalegałam, żeby płacić czynsz.

Powiedział tylko:

— Chcę, żebyś czuła się bezpiecznie. Nie chcę, żebyś czuła się zobowiązana.

Mieszkanie było jasne, przestronne i ciche.

Z okien widać było fragment parku.

W pokoju obok sypialni stało łóżeczko dziecięce, ale nie było w nim żadnych drogich ozdób ani przesadnego przepychu.

Aleksander zapytał wcześniej, czego naprawdę potrzebuję.

Poprosiłam o wygodny fotel do karmienia i lampkę dającą łagodne światło.

Wszystko było przygotowane.

Pierwszej nocy Michał obudził się sześć razy.

Byłam wyczerpana.

Rana po operacji bolała, a każde podniesienie dziecka wymagało ostrożności.

Jednak kiedy o czwartej nad ranem siedziałam w fotelu, trzymając synka przy piersi, poczułam coś, czego nie doświadczałam od dawna.

Spokój.

Nikt nie przewracał oczami.

Nikt nie mówił, że przesadzam.

Nikt nie narzekał, że płacz dziecka przeszkadza mu spać.

Byliśmy tylko my.

Ja i Michał.

Wiktor nie zamierzał jednak pozwolić mi odejść bez walki.

Najpierw dzwonił.

Potem wysyłał wiadomości.

Przepraszał.

Obiecywał zmianę.

Twierdził, że zerwał z Moniką.

Kiedy nie odpowiadałam, zmieniał ton.

Pisał, że niszczę mu życie.

Że Aleksander manipuluje mną dla własnych celów.

Że dziecko nie powinno dorastać bez ojca.

W końcu przysłał wiadomość, która sprawiła, że natychmiast skontaktowałam się z Martą.

Jeśli nie wrócisz, wszyscy dowiedzą się, jaka naprawdę była twoja matka.

Przez kilka minut patrzyłam na ekran.

Nie wiedziałam, co miał na myśli.

Ale rozumiałam, że próbuje mnie zastraszyć.

Marta poleciła zachować wiadomość i nie wdawać się w dyskusję.

— Pani mąż próbuje znaleźć punkt, w którym jest pani najbardziej wrażliwa — powiedziała. — Nie musi pani odpowiadać na każdą prowokację.

Miała rację.

Jednak słowa Wiktora nie dawały mi spokoju.

Co wiedział o Helenie?

Czy odkrył coś, czego Aleksander jeszcze mi nie powiedział?

Kilka dni później Aleksander przyniósł mi niewielkie pudełko.

Było drewniane, ciemne, z metalowym zamknięciem.

— To należało do twojej matki — powiedział.

Usiadłam przy stole.

— Skąd pan to ma?

— Otrzymałem je od człowieka, który pomagał mi odtworzyć jej ostatnie lata.

W środku znajdowały się fotografie, kilka listów i mały srebrny medalik.

Na jednej fotografii Helena siedziała na ławce w parku.

Trzymała niemowlę.

Mnie.

Nie mogłam oderwać wzroku od jej twarzy.

Była zmęczona, ale uśmiechnięta.

Na odwrocie zdjęcia widniał napis:

Moja Natalia. Największy dar, jaki dostałam od życia.

Zaczęłam płakać.

Przez lata sądziłam, że nie mam żadnego wspomnienia o matce.

Teraz trzymałam dowód, że byłam kochana.

Aleksander nie przeszkadzał mi.

Kiedy w końcu otworzyłam pierwszy list, zobaczyłam staranne, lekko pochylone pismo.

Moja kochana córeczko.

Jeżeli kiedyś przeczytasz te słowa, chcę, żebyś wiedziała, że nigdy nie byłaś ciężarem.

Nie wiem, co przyniesie jutro. Nie wiem, czy będę mogła opowiedzieć ci wszystko osobiście. Ale chcę, żebyś pamiętała jedno: nie jesteś odpowiedzialna za decyzje dorosłych.

Zatrzymałam się.

Łzy rozmazywały atrament.

Czytałam dalej.

Twój ojciec nie wie, gdzie jesteśmy. Przez długi czas wierzyłam, że mnie zostawił. Dziś nie jestem już tego pewna.

Jeżeli kiedyś go spotkasz, pozwól mu opowiedzieć swoją historię. A potem sama zdecyduj, czy chcesz mieć go w swoim życiu.

Spojrzałam na Aleksandra.

Siedział nieruchomo.

— Wiedział pan, co jest w tym liście?

— Nie. Nie otwierałem go.

Podałam mu kartkę.

Przeczytał powoli.

Kiedy skończył, zakrył twarz dłonią.

Po raz pierwszy zobaczyłam go naprawdę bezbronnego.

Nie jako miliardera.

Nie jako człowieka, który potrafił wydawać polecenia.

Jako ojca, który stracił trzydzieści dwa lata życia córki.

W pudełku znajdował się jeszcze jeden dokument.

Kopia starego zawiadomienia z komisariatu.

Dotyczyła gróźb kierowanych pod adresem Heleny.

Nazwisko osoby wskazanej w zgłoszeniu sprawiło, że Aleksander zesztywniał.

Roman Sterling.

Jego ojciec.

— On jej groził? — zapytałam.

Aleksander przez chwilę nie odpowiadał.

— Wiedziałem, że sprzeciwiał się naszemu związkowi. Nie wiedziałem, że posunął się tak daleko.