Z powodu tej jednej chwili, w której zrozumiałam, że nawet teraz nie potrafi powiedzieć: Przepraszam, zawiodłem cię.

— Michał prawie umarł — powiedziałam.

Wiktor zbladł.

— Kto?

Przez moment nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.

— Nasz syn.

— Ach… Michał.

Powtórzył imię z zakłopotaniem.

— Natalia, nie wiedziałem, że sytuacja jest aż tak poważna.

— Powiedziałam ci, że krwawię i nie czuję ruchów dziecka.

— Myślałem, że przesadzasz.

— Dlaczego?

Milczał.

— Dlaczego, Wiktor?

— Bo ostatnio byłaś strasznie emocjonalna!

Te słowa zabrzmiały niemal identycznie jak wypowiedzi jego matki.

Nagle zrozumiałam, ile razy przez ostatnie lata pozwalałam im przedstawiać moje uczucia jako problem.

Kiedy płakałam po śmierci Zofii, byłam przewrażliwiona.

Kiedy prosiłam, żeby Wiktor częściej wracał do domu, byłam zaborcza.

Kiedy pytałam o późne spotkania służbowe, byłam podejrzliwa.

A kiedy leżałam we krwi, byłam histeryczką.

— Wyjdź — powiedziałam.

Wiktor spojrzał na mnie zaskoczony.

— Natalia…

— Wyjdź.

Zbliżył się do łóżka.

— Musimy porozmawiać o pewnych sprawach.

Wtedy zauważyłam, że jego wzrok przesunął się na stolik.

Leżała tam koperta z kancelarii.

Twarz Wiktora zmieniła się natychmiast.

— Skąd to masz?

Nie odpowiedziałam.

— Natalia, pytam cię.

— To list do mnie.

— Nie rozumiesz, w co się pakujesz.

— Więc mi wyjaśnij.

Przez kilka sekund patrzyliśmy sobie w oczy.

Potem Wiktor wypowiedział zdanie, które odsłoniło więcej, niż zamierzał.

— Ten człowiek nie może cię tak po prostu zabrać ode mnie.

Zamarłam.

— Aleksander?

Wiktor zacisnął szczękę.

— Czyli już się przedstawił.

— Wiedziałeś.

Nie zaprzeczył.

— Od pięciu tygodni wiedziałeś, że mój ojciec żyje.

— Natalia, posłuchaj…

— Wiedziałeś i nie powiedziałeś mi ani słowa.

Wiktor odwrócił wzrok.

— Chciałem cię chronić.

Zaśmiałam się krótko.

Ten śmiech zabolał bardziej niż rana po operacji.

— Chronić przed ojcem, którego szukałam całe życie?

— Nie znasz go.

— A ty znasz?

Wiktor milczał.

Wtedy powiedziałam:

— Wiem również o dokumentach, które złożyłeś w firmie.

Zobaczyłam prawdziwy strach.

Nie troskę o mnie.

Strach o siebie.

— Kto ci powiedział?

— To nie ma znaczenia.

— Aleksander nie ma prawa mieszać się w nasze małżeństwo!

— A ty miałeś prawo podrobić mój podpis?

Wiktor cofnął się o krok.

— Nie wiesz, o czym mówisz.

— W takim razie nie będziesz miał problemu z wyjaśnieniem wszystkiego policji.

Przez moment wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć.

Zamiast tego sięgnął po telefon.

— Moja matka miała rację — rzucił. — Odkąd zaszłaś w ciążę, nie można z tobą normalnie rozmawiać.

Wyszedł, trzaskając drzwiami.

Dopiero kiedy ucichły jego kroki, zaczęłam płakać.

Aleksander nie próbował mnie pocieszać pustymi słowami.

Usiadł obok i podał mi chusteczkę.

Przez kilka minut milczeliśmy.

W końcu zapytałam:

— Czy on naprawdę może zabrać mi dziecko?

Aleksander spojrzał na mnie uważnie.

— Nie ma podstaw, żebyś tak zakładała. Ale musimy potraktować jego działania poważnie.

Wyjaśnił, że jego prawnicy już zabezpieczają dokumenty przekazane firmie.

Zamierzali ustalić, kto je sporządził, czy zawierają podrobione podpisy i czy ktokolwiek próbował wykorzystać je do przejęcia kontroli nad moimi sprawami.

— Nie chcę, żeby pan wszystko za mnie załatwiał — powiedziałam.

— Rozumiem.

— Przez lata Wiktor podejmował decyzje za mnie. Nie chcę zamienić jednego człowieka, który mówi mi, co mam robić, na drugiego.

Aleksander długo na mnie patrzył.

Potem skinął głową.

— Masz rację.

To mnie zaskoczyło.

Spodziewałam się protestu.

— Mogę zapewnić ci pomoc prawną i ochronę, ale to ty zdecydujesz, z czego skorzystasz — dodał. — Nie musisz niczego podpisywać ani obiecywać.

Po raz pierwszy poczułam, że ktoś naprawdę mnie słucha.

Dwa dni później dowiedziałam się o kochance.

Nie od Wiktora.

Nie od Grażyny.

Od kobiety, której nigdy wcześniej nie spotkałam.

Nazywała się Karolina Wysocka.

Pracowała w dziale komunikacji korporacyjnej firmy Aleksandra.

Przyszła do szpitala późnym popołudniem, kiedy pielęgniarka właśnie pomagała mi usiąść.

Była młoda, elegancka i wyraźnie zdenerwowana.

— Pani Natalio, przepraszam, że przeszkadzam.

Nie wiedziałam, kim jest.

Przedstawiła się i poprosiła o kilka minut rozmowy.

— To dotyczy pani męża.

Poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku.

— Co zrobił?

Karolina spuściła wzrok.

— Byłam na urodzinach jego matki.

Przez chwilę czekałam.

— I?

— Wiktor nie przyszedł sam.

Wyjęła telefon.

Na zdjęciu zobaczyłam mojego męża stojącego przy stole udekorowanym białymi kwiatami.

Obok niego była szczupła blondynka w czerwonej sukience.

Wiktor obejmował ją w pasie.

Nie wyglądało to na przypadkowy gest.

Na kolejnym zdjęciu całował ją w policzek.

Na trzecim trzymali się za ręce.

W tle Grażyna uśmiechała się do fotografa.

Nie wyglądała na zaskoczoną.

— Kim ona jest? — zapytałam.

— Monika Radecka. Pracuje w firmie jako specjalistka do spraw relacji z klientami.

Patrzyłam na ekran.

Przypomniałam sobie wszystkie wieczory, kiedy Wiktor wracał późno.

Wszystkie weekendowe konferencje.

Wszystkie telefony, które odbierał na balkonie.

— Od jak dawna?

Karolina zawahała się.

— Nie znam dokładnej daty. Ale w firmie mówi się o nich od kilku miesięcy.

Kilku miesięcy.

W tym czasie przygotowywałam pokój dziecięcy.