Wawrzyniec okazał się inny, niż przedstawiali go ludzie zainteresowani ich związkiem. Nie był aroganckim dziedzicem. Słuchał pracowników, pomagał zadłużonym dzierżawcom i otwarcie sprzeciwiał się Konstantemu, gdy ten proponował rozwiązania krzywdzące mieszkańców majątku.

— Mogłaś powiedzieć mi wszystko — stwierdził.

— Chciałam.

— Ale tego nie zrobiłaś.

— Bałam się, że jeśli się pomylę, zniszczę twoją rodzinę pierwszego dnia naszego małżeństwa.

Wawrzyniec spojrzał na zatrzymanych napastników. Jeden z nich nerwowo obserwował las, jakby bardziej obawiał się człowieka, który ich wysłał, niż konsekwencji nieudanego napadu.

— Powiedz mi teraz wszystko — zażądał Wawrzyniec.

Helena skinęła głową.

Nie było już miejsca na kolejne półprawdy.

Okazało się, że Radomski nie był głównym organizatorem całej intrygi. Pośredniczył w przekazywaniu dokumentów i pieniędzy, ale wykonywał polecenia kogoś mającego dostęp do obu rodzin. Zasadzka miała przestraszyć Helenę i odebrać jej list. Napastnicy nie spodziewali się jednak, że księżna będzie przygotowana.

Wawrzyniec ponownie spojrzał na podpisane polecenie zmiany trasy.

— Wracamy do domu — powiedział.

— Do Konstantego?

— Nie. Najpierw do archiwum mojego ojca.

Prawda ukryta za ścianą

Do majątku dotarli późnym wieczorem. Nie uprzedzili nikogo o powrocie. Wawrzyniec zabrał Helenę bezpośrednio do starego gabinetu, zamkniętego od śmierci ojca.

Przeszukiwali pomieszczenie niemal godzinę. Dopiero Helena zauważyła, że jedna z drewnianych listew przy biblioteczce była mniej zakurzona niż pozostałe.

Za nią znajdowała się niewielka skrytka.

W środku leżała księga rachunkowa.

Nie zawierała dramatycznego wyznania ani jednego dokumentu rozwiązującego całą zagadkę. Była czymś znacznie bardziej wiarygodnym: zbiorem dat, kwot, nazwisk pośredników i numerów działek. Razem z listem Heleny tworzyła wzór, którego nie można było zignorować.

Wawrzyniec zamknął księgę.

— Mój ojciec wiedział.

— Podejrzewał — poprawiła go Helena. — My dopiero musimy ustalić resztę.

Wawrzyniec spojrzał na nią i po raz pierwszy od zasadzki się uśmiechnął.

— „My”?

Helena zawahała się.

— Jeśli nadal tego chcesz.

Podszedł bliżej.

— Nie wiem jeszcze, czy ci ufam.

Jej twarz spoważniała.

— Rozumiem.

— Ale wiem, że wolę trudną prawdę od wygodnego kłamstwa. Od tej chwili żadnych sekretów.

Helena wyciągnęła rękę.

— Żadnych sekretów.

Wawrzyniec uścisnął ją, choć oboje wiedzieli, że zaufania nie można odbudować jednym gestem.

Ich pierwsza wspólna noc nie wyglądała więc jak początek romantycznej legendy. Siedzieli przy stole zasypanym starymi dokumentami, porównując nazwiska i daty, podczas gdy deszcz uderzał o okna. Co kilka minut jedno z nich odkrywało kolejne powiązanie, które zmieniało znaczenie wcześniejszych wydarzeń.

Nad ranem Wawrzyniec zrozumiał coś jeszcze.

Największym sekretem Heleny nie było to, że potrafiła się bronić. Nie był nim nawet Radomski ani ukryty list.

Największym sekretem było to, że przez lata pozwalała światu uważać się za bezradną, ponieważ dzięki temu mogła dostrzegać prawdziwe twarze ludzi, zanim oni dostrzegli jej siłę.

A teraz po raz pierwszy nie musiała udawać.

Wawrzyniec przesunął księgę w jej stronę.

— Od czego zaczynamy?

Helena spojrzała na pierwszą stronę, a potem na męża.

— Od prawdy. Tym razem całej.

I właśnie ta obietnica, wypowiedziana cicho nad starymi dokumentami, stała się prawdziwym początkiem ich małżeństwa.