Deszcz nie ustępował, kiedy powóz Wysockich zatrzymał się na wąskiej drodze prowadzącej między podkrakowskimi majątkami. Wawrzyniec wciąż próbował zrozumieć to, co zobaczył kilka minut wcześniej. Helena, kobieta przedstawiana mu przez obie rodziny jako spokojna, delikatna i niemal bezradna, stała teraz obok powozu z zamkniętą parasolką w dłoni. Trzej mężczyźni, którzy próbowali ich zatrzymać, nie stanowili już zagrożenia. Najbardziej niepokojące nie było jednak to, jak łatwo sobie z nimi poradziła. Jeden z nich wypowiedział nazwisko, którego według Heleny nie powinna nawet znać.
— Radomski nas ostrzegał — powtórzył mężczyzna, patrząc nerwowo na księżną. — Powiedział, że ona może wszystko zepsuć.
Wawrzyniec powoli odwrócił głowę w stronę żony.
Jeszcze poprzedniego wieczoru zapytał ją o Aleksandra Radomskiego. Nazwisko pojawiło się przypadkiem podczas rozmowy o interesach jej ojca. Helena odpowiedziała wtedy bez najmniejszego zawahania, że nigdy tego człowieka nie spotkała i nic o nim nie wie.
Teraz pobladła.
— Kim on jest? — zapytał Wawrzyniec.
— Człowiekiem, którego od kilku miesięcy próbuję odnaleźć.
— A więc mnie okłamałaś.
Helena spuściła wzrok. Po raz pierwszy tego dnia wyglądała nie jak osoba przygotowana na każdą możliwość, lecz jak młoda kobieta, która wiedziała, że za chwilę może stracić kruche zaufanie człowieka poślubionego zaledwie kilka godzin wcześniej.
— Tak — odpowiedziała.
Sekret księżnej
Wawrzyniec polecił woźnicy pilnować zatrzymanych mężczyzn, a sam odszedł z Heleną kilka kroków dalej. Chciał usłyszeć prawdę bez świadków.
Helena zaczęła od wydarzeń sprzed sześciu miesięcy. W majątku jej ojca pojawiły się dokumenty dotyczące sprzedaży ziemi należącej do kilku rodzin. Podpisy wyglądały prawidłowo, pieczęcie również. Dopiero Helena zauważyła, że daty nie odpowiadały wpisom w rodzinnych księgach.
Najpierw podejrzewała pomyłkę. Później odkryła drugi dokument. Potem trzeci.
Ktoś systematycznie tworzył fałszywą korespondencję i próbował skłócić właścicieli sąsiednich majątków. Wszystkie ślady prowadziły do pośredników, którzy wcześniej lub później kontaktowali się z Radomskim.
— Dlaczego zajmowałaś się tym sama? — zapytał Wawrzyniec.
— Bo kiedy powiedziałam ojcu, że coś jest nie tak, następnego ranka zniknęła połowa dokumentów.
Wawrzyniec zmarszczył brwi.
— Kto wiedział o twoim odkryciu?
— Ojciec, jego zarządca i mój wuj.
— I nikomu więcej nie powiedziałaś?
Helena spojrzała na niego znacząco.
— Wtedy nauczyłam się, że czasami największym błędem jest powiedzenie prawdy niewłaściwej osobie.
Wawrzyniec chciał odpowiedzieć ostro, lecz powstrzymał się. Jej słowa wyjaśniały ostrożność. Nie wyjaśniały jednak wszystkiego.
— A parasolka? Szpilka? To również część twojego sekretu?
Na twarzy Heleny pojawił się cień uśmiechu.
Po śmierci jej matki ojciec zatrudnił emerytowanego oficera, który miał nauczyć córkę jazdy konnej. Mężczyzna szybko uznał jednak, że samotna dziedziczka dużego majątku powinna umieć znacznie więcej. Uczył ją orientacji w terenie, zachowania w sytuacji zagrożenia i prostych sposobów obrony pozwalających zyskać czas na ucieczkę.
Rodzina później starannie ukrywała te umiejętności. W towarzystwie znacznie wygodniej było przedstawiać Helenę jako łagodną pannę, która interesowała się wyłącznie muzyką, ogrodem i przyjęciami.
— A ty pozwalałaś im w to wierzyć — powiedział Wawrzyniec.
— Ludzie są wyjątkowo szczerzy przy osobie, której nie uważają za zagrożenie.
Wiadomość, której nie wysłał Wawrzyniec
Nagle Helena spojrzała na powóz.
— Kto wybrał tę drogę?
Wawrzyniec zawołał woźnicę. Mężczyzna wyjaśnił, że rano otrzymał pisemne polecenie zmiany trasy. Wiadomość miała pochodzić z domu Wysockich.
— Kto ją podpisał? — zapytał Wawrzyniec.
Woźnica zawahał się.
— Pański wuj, pan Konstanty.
Wawrzyniec znieruchomiał.
Konstanty Wysocki był człowiekiem, któremu ufał od dzieciństwa. Po śmierci ojca pomagał prowadzić majątek, negocjował umowy i doradzał w najważniejszych sprawach. To właśnie Konstanty jako jeden z pierwszych poparł małżeństwo z Heleną.
— To niemożliwe — powiedział Wawrzyniec.
Helena niczego nie skomentowała. Sięgnęła natomiast do ukrytej kieszeni sukni i wyjęła złożoną kartkę.
— Właśnie dlatego zgodziłam się za ciebie wyjść.
Te słowa zabolały bardziej niż wcześniejsze kłamstwo.
— Więc nawet małżeństwo było częścią twojego planu?
— Na początku tak.
Podała mu dokument.
Papier był stary, a atrament wyblakły. Wawrzyniec natychmiast rozpoznał charakter pisma ojca.
List powstał wiele lat wcześniej. Jego ojciec opisywał w nim podejrzenia dotyczące nieuczciwych transakcji prowadzonych przez człowieka z najbliższego otoczenia rodziny. Nie podawał nazwiska, lecz wspominał o księdze rachunkowej ukrytej w starym gabinecie oraz o kimś, kto regularnie przekazywał informacje Radomskiemu.
Ostatnie zdanie sprawiło, że Wawrzyniec przeczytał je ponownie.
„Jeżeli coś mi się stanie, nie ufaj temu, kto pierwszy zaproponuje ci przejęcie moich obowiązków.”
Po śmierci ojca pierwszą osobą, która zaproponowała pomoc, był Konstanty.
Małżeństwo zbudowane na cudzych kłamstwach
Wawrzyniec złożył list i długo patrzył na Helenę.
— Skąd go masz?
— Znalazłam go w dokumentach, które Radomski próbował odzyskać. Kiedy zobaczyłam nazwisko twojego ojca, zrozumiałam, że nasze rodziny łączy coś więcej niż planowane małżeństwo.
Helena przyznała, że początkowo chciała dostać się do archiwum Wysockich. Małżeństwo dawało jej możliwość sprawdzenia starych ksiąg bez wzbudzania podejrzeń. Jednak podczas kolejnych spotkań przed ślubem jej motywacja zaczęła się zmieniać.