Rozłożył przede mną dokumenty z koperty. Były to wydruki przelewów, kopie umów i zestawienie rozmów z bankiem. Claire nie opróżniła naszych kont. Przeniosła pieniądze na rachunek założony jeszcze przed ślubem, na który wpływała jej pensja i oszczędności.
Na końcu znajdowała się umowa dotycząca domu.
— Dom kupiono za jej pieniądze — powiedział Mark. — Pańskie nazwisko dopisano później, kiedy bank wymagał dodatkowego zabezpieczenia.
— To niemożliwe.
— Claire nie zabrała ci majątku. Zabrała własne pieniądze.
Ruth położyła na stole drugi dokument. Był podpisany przez pediatrę Noaha.
— Lekarz odnotował, że przez ostatnie trzy tygodnie wielokrotnie odwoływał pan wizyty, twierdząc, że jest poza stanem. Claire zapisywała każde takie zdarzenie.
— Byłem zajęty.
— Ona też — odpowiedziała Ruth. — Tyle że jej zajęciem było utrzymanie dziecka przy życiu.
Wtedy mój telefon zadzwonił. Numer był nieznany.
— Daniel? — usłyszałem głos Claire.
Wstałem tak gwałtownie, że krzesło uderzyło o szafkę.
— Gdzie jesteś?
— Noah śpi.
— Przyjadę po was.
— Jeśli przekroczysz próg domu pani Marlow, zadzwonię po ochronę.
— Claire, ja jestem jego ojcem.
— Ojcostwo nie zaczyna się od nazwiska w akcie urodzenia.
Zacisnąłem palce na telefonie.
— Czego chcesz?
— Żebyś jutro o dziewiątej rano przyjechał do gabinetu Marka. Sam. I żebyś po drodze nie kontaktował się z Vanessą.
— Dlaczego?
Claire milczała chwilę. Potem powiedziała:
— Bo jeśli ona dowie się, co znalazłam, ucieknie szybciej niż ty zdążysz zrozumieć, z kim naprawdę zawarłeś umowę…
Połączenie się urwało.
CZĘŚĆ 3
— Claire! — krzyknąłem do telefonu, ale słyszałem już tylko sygnał końca rozmowy.
Następnego ranka o dziewiątej gabinet Marka pachniał kawą i papierem. Claire siedziała przy oknie z Noah’em przypiętym do nosidełka. Miała na sobie beżowy sweter, a pod oczami fioletowe cienie. Na jej nadgarstku wisiała bransoletka z małym mosiężnym dzwonkiem, który cicho brzęczał przy każdym ruchu dziecka.
Obok niej siedziała Linda. Ruth stała przy regale. Na stole leżał plik dokumentów, przewiązany czerwoną wstążką.
— Powiedz mi, gdzie jest haczyk — zażądałem.
Claire spojrzała na mnie bez złości. To było gorsze od krzyku.
— Haczyk znajduje się w twoim podpisie.
Mark rozwiązał wstążkę i wyjął umowę.
— Trzy miesiące temu Daniel podpisał pełnomocnictwo dla Vanessy Cole — wyjaśnił. — Twierdził, że chodzi o przygotowanie wspólnej inwestycji.
— Podpisałem zwykłe pełnomocnictwo do rozmów.
— Nie — powiedziała Claire. — Podpisałeś zgodę na przeniesienie udziałów w firmie Carter Logistics na spółkę zarejestrowaną na Kajmanach.
Poczułem chłód pod kołnierzem koszuli.
— To niemożliwe.
Mark przesunął dokument w moją stronę. Na dole widniał mój podpis, a obok odcisk pieczęci notarialnej.
— Vanessa nie zamierzała zaczynać z tobą nowego życia — powiedziała Claire. — Zamierzała przejąć firmę i zostawić cię z długami.
— Skąd to wiesz?
Linda pochyliła się nad stołem.
— Bo jej wspólnik przyszedł do Claire.
Drzwi gabinetu otworzyły się. Wszedł niski mężczyzna w roboczej kurtce. Rozpoznałem go po chwili. Owen Price był księgowym w mojej firmie. Zawsze nosił przy pasku metalową miarkę, choć nikt nie wiedział po co.
— Pan Carter — powiedział. — To ja przygotowałem pierwszą wersję umowy.
— Ty?
— Vanessa zapłaciła mi za dostęp do rachunków firmy. Później zrozumiałem, że chce przelać pieniądze także z funduszu wynagrodzeń.
— Dlaczego nie zgłosiłeś tego mnie?
Owen spuścił wzrok.
— Bo usłyszałem, jak powiedział pan przez telefon, że pańska żona jest tylko przeszkodą i po sprzedaży firmy nie dostanie ani centa. Pomyślałem, że oboje robicie to samo sobie.
Claire wyjęła z teczki kartkę z jego podpisem.
— Owen zgodził się zeznawać, ale potrzebował zabezpieczenia. Dlatego przeniosłam pieniądze, zanim Vanessa zdążyła je zabrać.
— Przez cały ten czas planowałaś moje zniszczenie.
— Planowałam ochronić Noaha. I siebie.
— Mogłaś mi powiedzieć.
Claire spojrzała na obrączkę leżącą na stole.
— Próbowałam. Przez sześć miesięcy. Za każdym razem wybierałeś ją.
Nie miałem odpowiedzi.
Noah poruszył się w nosidełku. Mosiężny dzwonek zabrzęczał cicho, a ten niewinny dźwięk rozdarł mnie bardziej niż wszystkie dokumenty.
Mark zaczął zbierać papiery.
— Umowa przeniesienia udziałów jest nieważna, bo Vanessa użyła podrobionego załącznika i przekupiła księgowego. Mamy wystarczające dowody, by zablokować transfer.
— A firma? — spytałem.
— Ocalona. Ale jest jeszcze coś.
Claire podała mi kopertę. Tym razem nie była zaklejona. W środku znajdowało się zaświadczenie lekarskie i krótka notatka.
— Noah ma wadę serca — powiedziała. — Lekarze chcą operować go jutro.
Świat zwęził się do jej głosu.
— Jutro?
— Potrzebuje podpisu obojga rodziców. Dlatego cię tu wezwałam.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, telefon Marka zawibrował. Spojrzał na ekran, a jego twarz stężała.
— Vanessa właśnie wypłaciła wszystko z konta powierniczego — powiedział. — I zniknęła.
Claire przycisnęła Noah’a do piersi. Wtedy przyszła druga wiadomość. Mark przeczytał ją na głos.
— „Jeśli chcecie odzyskać pieniądze i dziecko, przyjedźcie sami do przystani w Norwalk. Macie godzinę”…