— A teraz… proszę stąd wyjść — wskazałam ręką na drzwi wejściowe. — To są moje urodziny. Spędziłam ich pierwszą część sama, ale drugą zamierzam dokończyć w spokoju, przy filiżance dobrej herbaty.

Paulina rzuciła jeszcze jedno wściekłe spojrzenie, pociągnęła Marka za rękaw, a potem wyszli, trzaskając drzwiami z taką siłą, że na przedpokoju z ramy spadł mały obrazek z pejzażem jeziora.

Epilog po trzech miesiącach

W domu zapanowała cisza, jakiej nie słyszałam od lat.

Marek zaczął pracować na dwie zmiany – znalazł dodatkowe zlecenie w firmie logistycznej. Paulina założyła w końcu zwykłą, stacjonarną działalność usługową zamiast kolejnych internetowych projektów “widmo”. Pierwszy przelew na poczet spłaty długu wpłynął dokładnie trzydziestego dnia miesiąca.

Przestali do mnie wpadać bez zapowiedzi. Zamiast tego pewnej soboty dostarczyli pod drzwi skromny bukiet moich ulubionych frezji i małą kartkę napisaną charakterystycznym, koślawym pismem Marka: „Dziękujemy, mamo. Uczymy się żyć sami”.

Nie odpisałam od razu. Ale po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam, że w moim własnym salonie pachnie wyłącznie spokojem, a nie cudzymi oczekiwaniami.

Czy chciałabyś, żebym pomogła Ci rozwinąć ten wątek w dłuższą opowieść, dodała kolejny rozdział albo skupiła się na relacji Elżbiety z wnuczką Zosią?