ROZDZIAŁ 2
Słowa Arthura Vance’a zawisły w powietrzu stołówki z siłą gromu. Przez kilka sekund nikt w całym pomieszczeniu nie odważył się wziąć głębszego oddechu.
Brenda zamarła z dłonią zawieszoną w połowie gestu poprawiania swetra. Na jej twarzy pojawił się cień konsternacji, szybko jednak zastąpiony maską protekcjonalnej wyższości. Kobieta w jej pozycji, przyzwyczajona do bezwzględnego dominowania w kręgach wyższych sfer, nie potrafiła zaakceptować faktu, że ktoś może rzucić jej wyzwanie – a tym bardziej publicznie ją upokorzyć.
— Proszę pana, chyba pan oszalał — prychnęła Brenda, siląc się na lodowaty, drwiący uśmiech, choć w jej oczach po raz pierwszy pojawił się cień niepokoju. — Ta dziewczyna jest po prostu niezdarna i histeryczna. A kim pan w ogóle jest, żeby…
— Zamknij się — wycedził Arthur.
Jego głos nie był podniesiony, ale emanował tak potężną, mroczną determinacją, że Brenda cofnęła się o krok, potykając się niemal o własne obcasy. Vance nie patrzył już na nią. Całą swoją uwagę skupił na mnie, a jego wzrok, choć pełen bólu, był niesamowicie opiekuńczy.
— Clara, kochanie, spójrz na mnie — wyszeptał, kładąc dłoń na moim ramieniu. — Jedziemy stąd. Zaraz wezmą cię na górę do najlepszego zespołu perinatologicznego. Twój ojciec dopilnuje, żeby nic wam się nie stało.
Moje serce zatańczyło dziki taniec. Mój ojciec?
Przez całe życie dorastałam z matką w ciasnym mieszkaniu na South Side, słysząc jedynie, że ojciec nas porzucił, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Nigdy nie wspominała o żadnym bogactwie, żadnym imperium ani o nazwisku Vance. A teraz… człowiek, którego twarz znały wszystkie krajowe magazyny biznesowe, nazywał mnie swoją córką?
W tej samej chwili przez tłum przepchnął się zespół lekarzy i pielęgnarzy z łóżkiem szpitalnym.
— Z drogi! Przepraszam, robić przejście! — zawołał ordynator oddziału położniczego, który na widok Arthura Vance’a natychmiast pobladł. — Panie Vance! Co tu się…
— Moja córka i mój wnuk leżą na podłodze, bo ta kobieta celowo skrzywdziła ciężarną! — warknął Arthur, wskazując drżącym palcem na Brendę. — Jeśli do końca dnia ta pani będzie miała choćby zadrapanie, z tego szpitala nie zostanie kamień na kamieniu. Przejrzyjcie każdy system monitoringu w tej stołówce. Natychmiast!
Lekarze nie czekali ani chwili dłużej. Błyskawicznie i niezwykle ostrożnie podnieśli moje obolałe ciało z zimnego linoleum i przenieśli na miękki materac noszy. Fala skurczów w podbrzuszu znów uderzyła ze zdwojoną siłą, wyciskając z moich oczu strumień łez, ale czułam, że nie jestem już sama.
Zanim drzwi windy zamknęły się przede mną, zdążyłam zobaczyć Brendę. Stała otoczona przez wezwanych przez ochronę szpitala policjantów, próbując coś nerwowo tłumaczyć, machając rękami. Jej idealnie ułożona fryzura zaczynała się rozpadać, a z twarzy zeszła wszelka dawna arogancja.
ROZDZIAŁ 3
Trzy godziny później obudziłam się w luksusowej, prywatnej sali VIP na dziesiątym piętrze szpitala. Okna wychodziły na zapierającą dech w piersiach panoramę Chicago.
Obok mojego łóżka siedział Arthur. Trzymał moją dłoń w swoich dłoniach, a na jego twarzy widać było zmęczenie i głęboki żal. Gdy zauważył, że otwieram oczy, jego usta drgnęły w delikatnym, niemal błagalnym uśmiechu.
— Lekarze mówią, że mały jest silny — zaczął cicho, głaszcząc mnie po włosach. — Przetrwał ten upadek, Clara. Skurcze udało się zatrzymać farmakologicznie, ale będziesz musiała zostać pod stałą obserwacją do samego rozwiązania.
— Dlaczego… dlaczego dopiero teraz? — wykrztusiłam przez zaschnięte gardło. — Gdzie byłeś przez całe moje życie, tato?
Arthur zamknął oczy, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
— Twoja matka ukryła cię przed mną, kiedy się rozstaliśmy. Przez lata próbowałem cię szukać, ale jej ślad zaginął w innej części kraju. Dowiedziałem się o wszystkim dopiero kilka dni temu, gdy nasi wspólni znajomi wspomnieli mi o dziewczynie o nazwisku podobnym do twojego, która wyszła za mąż za syna Brendy… tej bezwzględnej hieny z wyższych sfer, która od lat próbowała wkraść się w moje kręgi.
Opowiedział mi wszystko – jak Brenda sprytnie manipulowała Markiem, jak ukrywała przede mną prawdę o moim pochodzeniu, chcąc, żebym czuła się gorsza, bezbronna i zależna od ich łaski. Mark, zaślepiony opinią matki i lękiem przed jej gniewem, nigdy nie stanął w mojej obronie.
Drzwi do sali powoli się otworzyły. Do środka wszedł Mark.
Wyglądał tragicznie. Jego garnitur był pomięty, krawat zsunięty na bok, a w oczach miał czystą panika. Spojrzał na mojego ojca siedzącego obok mojego łóżka, a potem na mnie.
— Clara… Boże, tak mi przyzwo… — zaczął seplenić, robiąc krok do przodu. — Mama… mama dzwoniła z posterunku. Policja zabezpieczyła nagrania z kamery w stołówce. Widzieli wszystko. Celowe odepchnięcie krzesła. Usiłowanie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i zagrożenie życia dziecka… Grozi jej więzienie. Proszę cię, Clara, wycofaj skargę! Ona jest moją matką! Musimy coś zrobić, żeby rodzina nie została zniszczona!
Zamarłam. Nawet teraz, gdy jego matka próbowała zabić jego własne dziecko, Mark wciąż myślał tylko o reputacji rodziny i o tym, jak uratować tę potworną kobietę przed konsekwencjami.