Wygramoliła się z basenu, ociekając wodą, i podeszła do mnie. Wręczyła mi laskę z dumnym, choć lekko drżącym uśmiechem.
– Dziękuję, Claro – powiedziałem cicho.
– To ja dziękuję, panie Pendleton – odpowiedziała głośno, tak by Julian słyszał. – Czas, żeby ktoś wreszcie posprzątał w tym miejscu.
Oparłem się na lasce. Metalowy trzon dał mi pewne oparcie, ale to nie noga trzymała mnie prosto – to była satysfakcja z wypełnionego obowiązku.
Zanim Julian zdążył wydać jakikolwiek inny rozkaz, zza budynku klubu dobiegł dźwięk syren policyjnych. Nie były to jednak zwykłe radiowozy lokalnej policji. Na podjazd z głośnym piskiem opon zajechały trzy czarne SUV-y z ciemnymi szybami.
Z pojazdów wysiedli uzbrojeni agenci federalni w kamizelkach z napisem FBI oraz śledczy z Agencji Restrukturyzacji Finansowej.
Na czele grupy szła kobieta w dopasowanym garniturze z legitymacją w ręku.
– Julian Vance? – spytała oschle, podchodząc do basenu. – Jestem agentka specjalna Miller. Mamy nakaz aresztowania pana pod zarzutem oszustw papierów wartościowych, prania pieniędzy i utrudniania pracy wymiarowi sprawiedliwości.
– Co?! To pomyłka! – krzyczał Julian, cofając się o krok i prawie wpadając do wody. – Czy wy wiecie, kim jest mój ojciec?!
– Wiemy – odpowiedziała agentka Miller. – Pan ojciec został zatrzymany dziesięć minut temu w swoim biurze w Nowym Jorku.
Agentka spojrzała na mnie i skinęła głową z głębokim szacunkiem.
– Dobra robota, sierżancie Pendleton. Dane przesłane przez pana szyfrowanym łączem pół godziny temu zostały zweryfikowane przez naszych analityków. To wystarczyło, by sędzia podpisał nakazy.
Julian spojrzał na mnie z przerażeniem i niedowierzaniem.
– Ty… ty to zaplanowałeś?
– Nie zaplanowałem twojego okrucieństwa, Julianie – powiedziałem spokojnie, spoglądając na niego z góry. – Sam je wyeksponowałeś. Gdybyś miał w sobie choć odrobinę ludzkich uczuć, gdybyś nie kopnął laski niepełnosprawnego człowieka tylko po to, by poczuć się lepszym, może zyskałbyś jeszcze kilka dni. Ale twoja własna pycha stała się twoim katem.
Dwaj agenci federalni podeszli do Juliana, wykręcili mu ręce za plecy i założyli kajdanki. Wykwintny lniany garnitur zgiął się i pogiął, a Rolex zsunął się na nadgarstku. Julian próbował szarpać, ale został sprawnie odprowadzony w stronę czarnych SUV-ów, odprowadzany milczeniem i wzrokiem dawnych znajomych z klubu, którzy już dawno odwrócili od niego głowy, by chronić własną reputację.
Kiedy zamknęły się drzwi samochodu, w Oasis Valley Country Club panowała cisza.
Spojrzałem na Clarę.
– Myślę, że twój problem z lekami dla córki właśnie się skończył – powiedziałem z lekkim uśmiechem. – Firma Vance Enterprises zostanie przejęta przez zarząd komisaryczny, a fundusz odszkodowawczy dla poszkodowanych pracowników i podwykonawców ruszy w przyszłym tygodniu. Byłem w stanie dopisać cię do listy osób uprawnionych do rekompensaty za mobbing i nielegalne warunki pracy.
Clara zasłoniła usta dłońmi, a w jej oczach pojawiły się łzy – tym razem łzy ulgi.
– Panie Pendleton… ja nie wiem, co powiedzieć…
– Nie mów nic. Idź do domu, zaopiekuj się małą.
Oparłem się g Mocniej na mojej starej, podrapanej aluminiowej lasce z Veterans Affairs. Nie była piękna, ale spełniła swoje zadanie.
Odwróciłem się i zacząłem iść w stronę wyjścia dla personelu. Prawa noga wydawała rytmiczny, znajomy dźwięk zgrzytającego mechanizmu. Słońce świeciło mocno, a beton był gorący, ale po raz pierwszy od wielu lat czułem, że idę we właściwym kierunku.
Thomas Vance mógł wreszcie spoczywać w pokoju. A ja… ja mogłem wreszcie przejść na emeryturę.