Pewnego dnia Arsen zapytał, co właściwie sprawiło, że wtedy zwróciłam uwagę na drugą bliznę, skoro cztery poprzednie pielęgniarki niczego takiego nie zauważyły.

Odpowiedziałam, że bliznę zauważyłam przypadkiem, a prawdziwą wskazówką był strach pacjenta, którego wszyscy dookoła przywykli uważać za człowieka bez lęku.

Kiedy silny mężczyzna boi się zwykłego badania konkretnego miejsca, nie dowodzi to przestępstwa, ale wymaga zadania pytania, którego z jakiegoś powodu nikt wcześniej nie zadał.

Tamtej nocy nie odkryłam spisku, nie uratowałam przestępczego imperium i nawet nie wiedziałam, kim był Wiktor poza tym, że znałam jedno imię.

Po prostu zobaczyłam pacjenta z gorączką, osłabieniem i ukrytym śladem pooperacyjnym, który nie pasował do oficjalnej historii medycznej jego rany postrzałowej.

To wystarczyło, żeby przestać słuchać tytułów, strachu ochrony i pewności siebie rodzinnego lekarza, a zacząć sprawdzać to, co znajdowało się przed oczami.

Najniebezpieczniejsza tajemnica tego domu naprawdę kryła się na plecach Arsena, ale uratowała go nie blizna, lecz człowiek, który wreszcie zapytał, skąd się wzięła.