Benjamin patrzył na mnie, a w jego oczach czaiła się czysta rozpacz. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć – przeprosić, błagać, skomleć – ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam ku wyjściu, poprawiając mankiet marynarki.
Gra dopiero się zaczynała.