Podeszłam do kominka, na którym wciąż brakowało zdjęć mojego mężą. Postawiłam je z powrotem na swoim miejscu, patrząc na twarz człowieka, z którym spędziłam całe życie i którego sekrety właśnie wyszły na światło dzienne. Obok położyłam niewielką urnę.
Usiadłam w swoim ulubionym fotelu, wzięłam do ręki kubek ciepłej kawy i po raz pierwszy od trzydziestu lat poczułam, że wreszcie znam pełną prawdę. I że od tej pory to ja – a nie mroczne cienie przeszłości – decyduję o tym, co stanie się jutro.