Na górze widniała stara pieczęć projektu szkoleniowego, a pod nią trzy podpisy. Mój. Marka. I Tomasza Majewskiego.

Pod spodem była adnotacja: „wersja demonstracyjna — bez prawa kopiowania i komercjalizacji”.

— Skąd to masz? — zapytałem.

— Z prywatnego archiwum człowieka, który po zamknięciu programu przejął część dokumentacji. Zmarł dwa miesiące temu. Jego córka porządkowała rzeczy i skontaktowała się ze mną.

Przeczytałem ostatnią linijkę jeszcze raz.

Marek wskazał podpis Tomasza.

— To nie jest najgorsze.

Odwrócił kartkę.

Na odwrocie była odręczna notatka, którą znałem aż za dobrze.

„Kopia pełna przekazana T.M. bez zgody zespołu”.

Miłosz siedział obok i patrzył na mnie.

A ja po raz pierwszy od siedmiu lat zrozumiałem, że przeszłość nie przyszła po mnie.

Przyszła po niego.

Kliknij Część 3, aby czytać dalej.