— To dobry początek — odpowiedział.
— Nadal nie mogę uwierzyć, gdzie nauczyłeś się tak ruszać — dodała Maya, przyglądając mu się z ciekawością. — Przejrzałam twoje akta. Brak wpisów o jakichkolwiek klubach sztuk walki.
Leo spojrzał na swoje dłonie, a potem na puste miejsce na końcu korytarza, gdzie kiedyś Kael i jego koledzy rozstawiali innych po kątach.
— Mój dziadek był instruktorem walki w zwarciu w jednostkach specjalnych — powiedział cicho Leo. — Uczył mnie od szóstego roku życia. Ale zawsze powtarzał jedną rzecz.
— Jaką?
— Że prawdziwa siła nie polega na zadawaniu ciosów, ale na wiedzy, kiedy i jak ujawnić prawdę.
Maya uśmiechnęła się i złożyła ręce w kieszeniach swojej za dużej bluzy.
— Cóż… myślę, że twój dziadek byłby z ciebie dumny.
Oboje ruszyli w stronę wyjścia ze szkoły. Po raz pierwszy od trzech lat korytarze były ciche, spokojne i bezpieczne. Cichy uczeń nie musiał już chować głowy. Prawda wykonała swoją pracę.