Próbowałem poruszyć palcami u stóp, skupiając całą resztę sił na tym, by odzyskać kontrolę nad własnym ciałem. Przez mgłę bólu i chemicznego oszołomienia zacząłem powoli rozpoznawać sylwetki postaci stojących w mroku przy drzwiach prywatnej sali.
Jednym z mężczyzn był mój wieloletni przyjaciel ze studiów botanicznych i obecny toksykolog sądowy, doktor Julian Vance. Drugi… wysoki, o nienagannie skrojonym garniturze i twarzy wykrzywionej w lodowatym grymasie – to był mój brat, Marcus, główny prokurator wydziału przestępstw gospodarczych.
— Obudziła się — szepnął Julian, natychmiast podchodząc do łóżka i sprawdzając parametry na monitorze.
Marcus podążył za nim, a w jego oczach płonął gniew, którego nie widziałam u niego od lat. Pochylił się nad moim łóżkiem, delikatnie ujmując moją dłoń.
— Elena… — wykrztusił chropowatym głosem. — Lekarze mówią, że dawkę aconite, którą ci podały te bydlęta, przeżywa jedna na sto osób. Gdyby nie twój własny odtrutkowy koktajl z popiołu i ziół, który zdołałaś sporządzić w lesie, zanim straciłaś przytomność… nie would już cię tu nie było.
Przełknęłam ślinę, a mój głos zabrzmiał jak szorstki szept papieru trącego o papier:
— Carter… i Vanessa?

Marcus zacisnął szczęki tak mocno, że mięśnie na jego skroniach zatańczyły nerwowy tanecny rytm. Przez chwilę w pokoju panowała cisza, przerywana jedynie miarowym, mechanicznym sygnałem aparatury medycznej.

— Zrobili to, Elena — odezwał się w końcu niski, opanowany głos Juliana, który wciąż stał przy monitorze, wpatrując się w wykresy fal mózgowych. — Carter i Vanessa trafili do aresztu jeszcze zanim policja przeszukała twoją leśną chatę. Prokuratura okręgowa miała wystarczająco dużo dowodów, żeby wydać nakaz natychmiastowego zatrzymania.

Brat uniósł głowę, a w jego lodowatym dotąd spojrzeniu pojawiła się determinacja, która mroziła krew w żyłach.

— Mówiłem ci od miesięcy, że ten cały projekt dotyczący rzadkich alkaloidów sprowadzi na ciebie niebezpieczeństwo — zaczął Marcus, a w jego tonie brzmiała zarówno troska, jak i surowa nagana prokuratora. — Kradzież próbek z uniwersyteckiego laboratorium to jedno. Ale próba zamordowania własnej wspólniczki, żeby przejąć prawa do patentu na syntetyczną akonitynę… Za to odpowiedzą przed sądem jak zwykłymi mordercami. Nie pozwolę, żeby wyszli za kaucją.

Elena zamknęła na chwilę oczy, czując, jak fala gorąca miesza się z resztkami chemicznego oszołomienia. W pamięci wciąż miała tamten przerażający wieczór w głębi lasu, zapach dymu, palonych ziół i chłód ostrza, które niemal odebrało jej życie. Otworzyła powoli powieki, spoglądając prosto w oczy brata.

— Nie przyznali się, prawda? — zapytała, a jej głos powoli odzyskiwał dawną siłę.

Julian i Marcus wymienili szybkie spojrzenia.

— Jeszcze nie — odparł toksykolog, krzyżując ręce na piersi. — Twierdzą, że to ty sama zażyłaś toksynę w ramach eksperymentu. Ale mają pecha… Zapomnieli, że twój brat kieruje wydziałem przestępstw gospodarczych, a ja znam każdą cząsteczkę trucizny, którą próbili cię zabić.

Marcus pochylił się bliżej jej twarzy, lekko ściskając jej dłoń.

— Odpoczywaj, Elena. Najgorsze masz już za sobą. Teraz to my prowadzimy tę grę, a oni wpadli we własne sidła.

Co wydarzy się dalej? Czy Carter i Vanessa próbują grać kartą szantażu, czy może w tle kryje się jeszcze ktoś trzeci, kto maczał palce w tej zradzie? Daj znać, w którą stronę chcesz poprowadzić tę fabułę!