Bezbronna księżna pokonała trzech napastników, zanim mąż dobył szpady — wtedy usłyszał nazwisko, którego nie powinna znać
Minęło zaledwie sześć godzin od ślubu, kiedy hrabia Wawrzyniec Wysocki po raz pierwszy pomyślał, że jego nowa żona może być największą zagadką, z jaką kiedykolwiek się zetknął. Powóz sunął przez mokrą drogę między podkrakowskimi majątkami, deszcz uderzał o dach, a Helena siedziała naprzeciwko niego i spokojnie jadła kandyzowaną śliwkę.
Rodzina opisywała ją zupełnie inaczej.
Delikatna. Cicha. Nieśmiała. Wychowana tak, by nigdy nie podnosić głosu i w trudnej sytuacji szukać pomocy męża.
Tymczasem Helena od rana zapamiętała imiona wszystkich służących, dwukrotnie poprawiła woźnicę, gdy wybrał gorszą drogę, i zauważyła zmianę pogody, zanim pierwsza kropla spadła na szyby.
Wawrzyniec próbował potraktować to jako przypadek.
— Dlaczego twój ojciec tak szybko zgodził się na nasze małżeństwo? — zapytał.
Helena spojrzała przez okno.
— Ponieważ ktoś zaoferował mu coś, czego bardzo potrzebował.
— Pieniądze?
Lekko się uśmiechnęła.
— Informacje bywają droższe.
W tej samej chwili powóz gwałtownie stanął.
Na drodze pojawiło się trzech mężczyzn.
Nie wyglądali jak przypadkowi rabusie. Mieli zbyt czyste płaszcze, dobre buty i poruszali się z chłodną pewnością ludzi, którzy dokładnie wiedzieli, kogo zatrzymują.
Jeden chwycił konie. Drugi podszedł do drzwi. Trzeci trzymał broń, ale jego wzrok ani razu nie zatrzymał się na kosztownościach.
— Panie hrabio, proszę wysiąść.
Wawrzyniec poczuł niepokój.
— Zostań w środku — powiedział do Heleny.
Jej twarz natychmiast spoważniała.
— To będzie błąd.
Nie zdążył zapytać dlaczego.
Pierwszy napastnik ruszył w jego stronę. Wawrzyniec odepchnął go i sięgnął po szpadę, lecz drugi zaszedł go od tyłu. Trzeci podniósł rękę.
Wtedy drzwi powozu otworzyły się.
Helena wysiadła.
W dłoni miała tylko parasolkę.
Kilka sekund później pierwszy mężczyzna siedział oszołomiony w błocie.
Drugi stracił równowagę po jednym precyzyjnym ruchu i wylądował obok kamiennego słupka. Trzeci znieruchomiał, kiedy Helena wyjęła długą szpilkę z kapelusza i zatrzymała ją przed jego twarzą.
— Miałam bardzo długi dzień — powiedziała spokojnie. — Proszę go nie przedłużać.
Wawrzyniec patrzył na żonę, której podobno trzeba było pomagać zejść po stromych schodach.
— Kim ty właściwie jesteś?
Helena odwróciła się.
Po raz pierwszy zobaczył w jej oczach strach.
Nie przed napastnikami.
Przed jego pytaniem.
Wtedy jeden z mężczyzn powiedział drżącym głosem:
— Radomski nas ostrzegał, że księżna może…
Helena pobladła.
Wawrzyniec przestał słuchać reszty.
Znał to nazwisko.
Jeszcze poprzedniego wieczoru zapytał Helenę wprost, czy kiedykolwiek spotkała Aleksandra Radomskiego.
Przysięgła, że nie.
Teraz stała pośrodku mokrej drogi, z parasolką w jednej dłoni i tajemnicą w drugiej, a człowiek klęczący w błocie właśnie udowodnił, że pierwsza noc ich małżeństwa zaczęła się od kłamstwa.
Wawrzyniec zrobił krok w jej stronę.
— Heleno… skąd Radomski wiedział, co potrafisz?
Odpowiedź, którą usłyszał, była jeszcze bardziej niepokojąca niż zasadzka.
Ciąg dalszy w k0mentarzach ![]()