— “Kamizelka?” — spurte Paweł.
“Den marineblå var klippet ut av midten. Du kan ikke se noe fra utsiden.”
Jeg følte meg kald.
Vår turbil sto parkert på verandaen.
Paweł rådet meg til å dra på et nattcruise i to dager.
“Det er bare oss, innsjøen og stjernene,” fortsatte han å si.
I morges syntes jeg det var romantisk.
Nå forstår jeg hvorfor han var så begeistret den kvelden.
“Da ringer du etter hjelp,” sa Karolina. “Du ville sagt hun skled og fikk panikk, falt i vannet. Du hopper inn, men det er fortsatt mørkt.”
Paweł var stille et øyeblikk.
— “Et testament?”
— “Alt er som vi ble enige om. Hvis Marta dør, vil hennes andel bli overført til meg. Polisen er din. Leiligheten burde også være din.”
Jeg følte at beina mine var i ferd med å falle.
Jeg tok naturligvis opp telefonen.
Jeg ringte ikke.
Jeg slår på telefonen.
“Jeg vil bare vite én ting,” sa Paweł. — Hva med revisjonen?
Karolina tok et dypt pust.
— «Hvis Marta drar tilbake til Warszawa på mandag og møter regnskapsførerne, får vi et problem.»
— «Hva er den store?» — Taki, vi kan ende opp i fengsel.
Jeg sluttet å puste.
Det handler ikke bare om pengene etter at jeg dør.
Han var redd for noe jeg var i ferd med å oppdage.
Og så husker jeg en melding fra vår sjefregnskapsfører.
“Fru Marta, vær så snill, ikke si det til noen. “Vi må snakke om overføringene de siste 8 månedene på mandag.”
Jeg leste den dagen før bryllupet.
Så glemte jeg det helt.
Døren til lagerrommet åpnet seg sakte.
Og i hullet dukket mannens ansikt opp.
Takk for at du kom hit. 🙌📖 Dette er bare begynnelsen… Sesong 2 var allerede i kommentarfeltet. 👇🔥 Hvis du ikke ser det, klikk på «Vis alle kommentarer».

CZĘŚĆ 2: Ostatnia noc Marty

Twarz Pawła pojawiła się w szczelinie drzwi schowka.

Przez ułamek sekundy nie ruszał się ani on, ani ja.

Stałam w ciemności, z telefonem przyciśniętym do piersi, starając się oddychać tak cicho, jak tylko potrafiłam. Serce waliło mi tak mocno, że byłam przekonana, iż musi je słyszeć.

Paweł powoli otworzył drzwi szerzej.

— Marta? Co ty tutaj robisz?

W jego głosie nie było jeszcze gniewu. Było coś znacznie gorszego.

Podejrzliwość.

Wymusiłam uśmiech.

— Nie mogłam zasnąć. Szukałam ładowarki. Widziałam, że światło się pali, więc pomyślałam, że może zostawiłeś tutaj swoje rzeczy.

Jego wzrok przesunął się po półkach, pudełkach i mojej dłoni, w której trzymałam telefon.

— Słyszałaś coś?

Pytanie zabrzmiało niemal swobodnie.

— Co miałabym słyszeć?

Patrzył na mnie przez kilka sekund. Potem uśmiechnął się i wyciągnął rękę.

— Chodź. Powinnaś odpocząć. Jutro czeka nas piękny dzień.

Podał mi dłoń.

Przez trzy lata małżeństwa ten gest zawsze kojarzył mi się z bezpieczeństwem.

Tej nocy wyglądał jak pułapka.

Wyszłam ze schowka i pozwoliłam mu zaprowadzić się do sypialni. Kiedy zamknął drzwi, usłyszałam, jak przekręca klucz.

Wtedy zrozumiałam, że nie mogę już ufać ani jednemu jego słowu.

Telefon nadal nagrywał.

Paweł położył się obok mnie i objął mnie ramieniem.

— Kochanie, jutro wypłyniemy wcześnie rano — szepnął. — Z dala od wszystkich. Tylko ty i ja.

Zamknęłam oczy.

— A jeśli nie będę chciała płynąć?

Jego ręka znieruchomiała na moim ramieniu.

— Dlaczego miałabyś nie chcieć?

— Nie wiem. Jestem zmęczona. Ostatnio źle się czuję.

Przez chwilę milczał.

— To właśnie dlatego potrzebujesz odpoczynku. Zaufaj mi.

Zaufaj mi.

Te dwa słowa zabrzmiały w mojej głowie jak ostrzeżenie.

Odwróciłam się do ściany i udawałam, że zasypiam. Paweł jeszcze przez jakiś czas obserwował mnie w ciszy, a potem wstał i wyszedł z pokoju.

Usłyszałam jego kroki na schodach.

Natychmiast wyjęłam telefon.

Nagranie trwało dwadzieścia trzy minuty.

Przewinęłam je do momentu, w którym rozmawiał z Karoliną.

Wtedy usłyszałam własne imię.

A potem zdanie, które sprawiło, że poczułam mdłości.

— Jeśli Marta zniknie podczas rejsu, nikt nie będzie miał powodu, żeby szukać związku między jej śmiercią a naszymi przelewami.

Przestałam oddychać.

Nie była to już tylko rozmowa o pieniądzach z polisy.

Oni planowali pozbyć się mnie, zanim odkryję prawdę o firmie.

Przypomniałam sobie wiadomość od głównej księgowej, pani Ewy Zielińskiej.

„Pani Marto, musimy porozmawiać o przelewach z ostatnich ośmiu miesięcy. Proszę nie uprzedzać o tym pana Pawła. W poniedziałek wyjaśnię wszystko osobiście”.

Wcześniej uznałam tę wiadomość za kolejną sprawę służbową, którą mogę odłożyć na później.

Teraz wiedziałam, że poniedziałek mógł nigdy nie nadejść.

Skopiowałam nagranie do bezpiecznego folderu, a następnie wysłałam je na prywatny adres e-mail, do którego Paweł nie miał dostępu. Udostępniłam również kopię zaufanej przyjaciółce, prosząc ją, by niezwłocznie skontaktowała się ze mną, jeśli nie odezwę się rano.

Potem napisałam krótką wiadomość do Ewy.

„Wiem, że chodzi o przelewy. Mam powody sądzić, że moje życie jest zagrożone. Proszę, skontaktuj się ze mną bezpośrednio i nikomu nie mów, gdzie jestem”.

Nie czekałam na odpowiedź.

Musiałam wydostać się z tego domu.

O czwartej nad ranem usłyszałam szelest za drzwiami.

Paweł wrócił do sypialni.

— Marta? Śpisz?

Nie odpowiedziałam.

Podszedł do łóżka, nachylił się nade mną i przez chwilę obserwował moją twarz.

Później poczułam, że zabiera mój telefon z szafki nocnej.

Zamarłam.

Usłyszałam kilka stuknięć ekranu. Potem ciche przekleństwo.

Telefon był zablokowany.

— Co ty kombinujesz? — wymamrotał.

Wrócił do swojego telefonu i wyszedł.

Odczekałam kilka minut, zanim podniosłam się z łóżka.

Nie mogłam opuścić domu głównym wejściem. Paweł mógł obserwować każdy mój ruch.

Wsunęłam stopy w buty, narzuciłam płaszcz i zabrałam dokumenty, które trzymałam w szufladzie biurka. Następnie ostrożnie zeszłam na parter.

Drzwi na taras były zamknięte, ale okno w pralni pozostawało uchylone.

Przecisnęłam się na zewnątrz i wylądowałam na mokrej trawie.

Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz.

Nie obejrzałam się.

Biegłam do drogi, dopóki nie zobaczyłam pierwszych świateł nadjeżdżającego samochodu. Kierowca zatrzymał się, kiedy pomachałam obiema rękami.

— Proszę mi pomóc — powiedziałam, drżąc. — Muszę dostać się na komisariat.

Mężczyzna nie zadawał zbędnych pytań. Otworzył drzwi i pozwolił mi wsiąść.

Dopiero wtedy zaczęłam płakać.

Nie dlatego, że byłam bezpieczna.

Dlatego, że człowiek, którego kochałam, zamierzał odebrać mi życie.

Na komisariacie pokazałam funkcjonariuszom nagranie.

Odsłuchali je dwa razy. Potem zadali mi pytania dotyczące rejsu, polisy ubezpieczeniowej, testamentu i przelewów firmowych.

Jeden z nich poprosił mnie, żebym opowiedziała o wszystkim od początku.

Mówiłam przez prawie godzinę.

Kiedy skończyłam, funkcjonariusz odłożył długopis.

— Pani Marto, dobrze, że pani tutaj przyszła. Nie może pani wracać do domu ani spotykać się z mężem sam na sam. Musimy sprawdzić wszystkie informacje, które pani przekazała.

Po raz pierwszy tej nocy poczułam, że nie muszę już udawać.

Złożyłam oficjalne zawiadomienie. Przekazałam kopię nagrania i wskazałam nazwiska osób, które mogły mieć związek ze sprawą.

Następnie zadzwoniła Ewa.

Jej głos drżał.

— Pani Marto, gdzie pani jest?